"Latający kufer" to, oczywiście, baśń Andersena. Dzieło - odlot dosłownie i w przenośni. Jako dzieciak nakręcony opowieścią właziło się do walizki i latało w wyobraźni po świecie.
"Didżejski kufer" to była moja walizka z płytami winylowymi. Też umożliwiał "odlot". Do wielu klubów w rodzinnym mieście i nie tylko. A słuchaczom - na przykład do stanu o zagadkowej nazwie "Co to, q, ma być??!!".
Wspaniałe były noce na początku lat 90 w dyskotece MANHATTAN, gdy lokal świecił pustką i można było w spokoju popuszczać "nieprzeboje". Okazuje się, że nie leciały w próżnię. Parę ulic dalej dorastało dziecko. Dziś jako ceniony muzyk (pozdro, Markk P) koncertuje z producentem jednego z tamtych nagrań.
Autor: DJ B


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz