wtorek, 20 lutego 2018
sobota, 9 listopada 2013
wtorek, 17 września 2013
DJ Kay Slay - 80's Bronx Style back in the day...
Dj Kay Slay, jest dziś szerzej znany, jak był rozpoznawany z początkiem lat 80. Jego przeszłość to przede wszystkim udział w Style Wars (1983), gdzie dał się poznać jako siedemnastoletni utalentowany artysta młodego pokolenia, writer. Uprawiając uliczną sztukę spopularyzowaną na początku lat 80, gdy ludzie z Downtown Manhattan, zaczęli zaglądać na Bronx, pchani chęcią poznania, mitycznych jamów, szerzej znanych jako imprezy z gatunku "początek Kultury Hip Hop". Kay Slay był wtedy obecny, biorąc czynny udział w ich tworzeniu się na terenie Bronksu. Dziś udziela się w eterze Hot97 FM - Where Hip Hop Lives, czy innych rozgłośniach radiowych Nowego Jorku.
piątek, 26 lipca 2013
Zrób To Na Kwadracie vol. 3
Nadejście gorących letnich miesięcy niechybnie oznacza, że najwyższy czas spotkać się na 3 odsłonie ursynowskiego jamu ZRÓB TO NA KWADRACIE!
- GRAFFITI JAM
5 artystów z różnych środowisk pomaluje 30 metrowy murek przed LOCAL Cafe. Motyw przewodni Warszawa/Ursynów.
Opieka artystyczna: NOT4TOYS
- JAM TANECZNY
B-boys, B-girls! Otwarta scena dla WSZYSTKICH chętnych!
- BEATBOX - open mic
- DJ SETs by:
DJ FINGER https://www.facebook.com/
DJ ANUSZ https://www.facebook.com/
DJ LAZY ONE
DJ BEREDSON
dodatkowo:
kiermasz płyt, frisbee, badminkon, grill, drinki wyskokowe, luzująca serdeczna atmosfera, a jak pogoda pozwoli to i basen dla ochłody!
Wszystko to na kameralnym, a jednocześnie położonym w samym sercu Ursynowa, dziedzińcu LOCAL CAFE (dawna Cafe Rozkosz) przy ul. WIOLINOWEJ 2A.
Imprezę poprowadzi i pohajpuje w trakcie ursynowski raper NASTYK
Zapraszamy serdecznie!
WEJŚCIE ZA FREE!
Dodatkowo warto wspomnieć o pojawieniu się na jamie Lis Kuli, twórcy znanego z grafik na okładki albumów Małpa - Kilka Numerów o Czymś czy najświeższą produkcję 2Sty'ego - Puzzle. Urodzony w Oakland, ukończył studia na California College of Arts, mieszka na stałe w Warszawie.
piątek, 24 maja 2013
środa, 20 lutego 2013
Historia hip hopu z małego miasta Góra. Część Pierwsza - Graffiti Art.
Najstarsze, wyryte na cegłach i kamiennych blokach napisy w Górze odnaleźć można na ścianach kościoła św. Katarzyny. Pochodzą one z końca XVII.
Zaraz po zakończeniu II wojny światowej w Górze na ścianach budynków pojawiły się malowane farbą napisy. Dowodem na to jest przypadkowe odkrycie z 1998 roku – w byłej Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Poznańskiej, w okresie prac remontowych natrafiono na wykonany farbą rosyjski napis. Został najprawdopodobniej wykonany przez jednego z żołnierzy radzieckich. Po przetłumaczeniu na język polski, można odczytać następujący tekst: „Okres wojny w Europie skończył się, zaczął się nowy okres spokojnego/pokojowego rozwoju.”
„W 1949 zamieszkałem przy dawnej ulicy Kapitulacyjnej (obecna ul. M. Konopnickiej). Kiedy żołnierze radzieccy wyprowadzili się do Legnicy, bloki zostały puste. [...]. W piwnicach był areszt dla żołnierzy, na ścianach były wyryte i namalowane napisy niecenzuralne po rosyjsku.”
„Spodobało mi się graffiti gdy je po raz pierwszy ujrzałem. Mój kuzyn pochodził z Poznania, malował tam graffiti. Domowymi sposobami przerabiał końcówki do sprejów, żeby np. fat capa zrobić. Dał mi i mojemu bratu impuls do działania. Mieliśmy gazety, w których widzieliśmy graffiti. W Poznaniu można było zobaczyć wrzuty na ulicach, osiedlowe klatki, windy w blokach były całe zatagowane. Sam zacząłem coś tworzyć. Miało się kartkę, długopis, ołówek i do dyspozycji litery alfabetu. Siedziało się godzinami, ażeby coś fajnego z liter można było wykombinować.”
| Jeden z pierwszych górowskich wrzutów -FUNKY, Osiedle K. W-go , około 1995 rok |
„Pojechaliśmy do naszego kuzyna. Niedaleko poczty w Poznaniu, w pobliżu obwodnicy upatrzyliśmy ścianę, którą chcieliśmy pomalować. Mieliśmy spraye i zwykłą farbę w wiadrze. Wałkami malowaliśmy wrzuta. Pamiętam, że braliśmy jakieś duże opony od samochodów, dzięki którym mogliśmy wyżej sięgnąć farbą, po to żeby po skończeniu nasza praca była większa, lepiej widoczna”.
| Pierwszy wrzut O.C.Z.E na sali gimnastycznej Zespołu Szkół w Górze, 1998 rok |
„Zainspirowały mnie ogólnie klimaty Berlina oraz meksykańskie graffiti – głównie widziane na filmach gangsterskich. Wychowałem się na czarnym rapie. Oprócz tego lubiłem czasem pojeździć na desce z kumplami, ale pewnego dnia miałem czołowe spotkanie z Fiatem 125 p, które zakończyło się połamaną deską, zwichniętym nadgarstkiem i spodniami stuningowanymi przez asfalt. Swoje pierwsze graffiti wykonałem w roku szkolnym, gdy chodziłem do Liceum Profilowanego. Był to czas w którym nie każdy chodził z telefonem i aparatem cyfrowym w kieszeni. Pamiętam, że ledwo co udawało mi się uzbierać pieniądze na puszki. Moje pierwsze graffiti zrobiłem na Przychodni (ul Armii. Polskiej), zaraz za nieistniejącym już kioskiem. Okazało się później, że moją pracę uwieczniono na pierwszej stronie Górowskiego ABC bądź Gazety Górowskiej. Nielegalny wrzut: BUCK SHOT – był 3 kolorowy, jaskrawy z cieniami. Był malowany w nocy, w pośpiechu. Okazał się dobrą robotą i według wielu był jednym z pierwszych górowskich wrzutów w mieście. Namalowany wrzut często podziwiałem z okna, z mojej klasy informatycznej, z budynku ZSZ. Muszę przyznać, że miałem extra satysfakcję. Z drugiej strony, pamiętam że chodziłem też przez to mocno zestresowany, bo wszyscy o tym mówili. Jednak nie miałem przez to kłopotów, bo pod spodem były już wcześniej jakieś bohomazy. Stwierdzono, że zostało to tylko upiększone. Pomimo, że był to wrzut około 2m/5m i uderzał mocno w oczy. Nie był to styl porównywalny do obecnych. Ale niewątpliwie był on jednym z pierwszych...
Niedługo po tym namalowałem kolejnego wrzuta. Był to kolorowy ICP (Insane Clown Posse) na murze stawku, przy bunkrach w pobliżu LO. Przy tej robocie dojrzał nas jeden z polityków górowskich Pan Pluta, ale nie sądzę, że rozpoznał nasze twarze. Niestety mur został szybko zdewastowany. Więcej nie wykonywałem graffiti, po tym jak okazały się tak dobre projekty stwierdziłem, że sam malując nielegalne narobię sobie biedy. Moja zajawka wyblakła wraz z moim graffiti – pozostała jedynie muzyka, aż do dziś”.
| MAK-VSHIT,ul Zielona 2001 lub 2002 |
„Pierwsze szkice graffiti wykonałem już w szkole podstawowej to był najprawdopodobniej początek 1998 roku. Kiedy trafiłem do liceum zajawka bardziej rozwinęła się pod wpływem pracy „Buckshot” i prac koło stawku, a później legalnymi pracami koło wieży ciśnień. Pamiętam, że całe zeszyty miałem pobazgrane różnymi projektami. Zanim tak naprawdę powstała ekipa to razem z AMK chodziliśmy po mieście i kreśliliśmy throw-up’y i tagowaliśmy gdzie się da. Pamiętam, że dzięki temu zostałem rozpoznawalny w środowisku. Miałem paczkę znajomych, których nie trudno było namówić do współpracy. Założyłem ekipę BRS. Nazwę ja wymyśliłem. Wszystkie projekty wychodziły spod mojej ręki. Podczas akcji, ja przeważnie kreśliłem litery, a pozostali członkowie ekipy wypełniali litery. Najczęściej był to PAW. Pierwszy nasz wrzut: TEAM powstał jeszcze zanim oficjalnie założyliśmy ekipę. TEAM powstał najpierw jako throw-up, bo takie było zamierzenie, a dopiero na drugi dzień był wypełniony chromem, ponieważ spodobało nam się jak wyszedł throw-up. Później powstała nazwa BRS i pierwszy wrzut z tą nazwą powstał na kortach.”
| BRS Crew, Zespół Szkół w Górze, 1998 |
„Postanowiliśmy, że zrobimy SBR na górowskim LO. Było tak strasznie ciemno, że nawet nie widzieliśmy prawie co malowaliśmy. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zapalniczkami podświetlić ścianę. Okazało się że wrzut zaczął mocno jarać się, zamiast w writerów, to w strażaków musieliśmy bawić się.”
„Malowanie to był hardcore. Wiele razy policja nas ganiała. Raz złapali DWR’a. Ja uciekłem i udało mi się schować w krzakach. Mimo, że policjanci świecili mi po oczach latarką, to i tak mnie nie zauważyli. Poszukiwali grupy CR i 3ASK. Robili jakieś dochodzenie. Wyszło tak, że po tygodniu, wszyscy znaleźliśmy się na Komendzie. Policjanci bystrzy nie byli. Wcisnęliśmy im kit, że jesteśmy niewinni i cała sprawa uszła płazem.”
| 2011 r. |
„Postanowiliśmy, że rowerami wybierzemy się do Wschowy, ażeby namalować wrzuta: JPK. W plecaki schowaliśmy farby i pojechaliśmy w kierunku Wschowy. Przy samym wjeździe do miasta upatrzyliśmy sobie ścianę. Najpierw złaziliśmy całe miasto oglądając wrzuty miejscowych graficiarzy i tagując całe miasto, Potem postanowiliśmy wrócić na wcześniej upatrzoną ścianę i namalować tam wrzuta JPK. Gdy dotarliśmy do ściany naprzeciwko była chyba stacja paliw lub inny obiekt na której pracował jakiś mężczyzna, malując obawialiśmy się, że zadzwoni na Policję, wpadliśmy na pomysł, że napiszemy sobie pozwolenie na kartce z fałszywym podpisem i poszliśmy do gościa pokazać pozwolenie, koleś po zapoznaniu nie robił już nam kłopotów. Malowaliśmy wrzuta i jak jeździły samochody, ale staraliśmy się być ostrożni i takim sposobem udało nam się namalować w biały dzień graffiti w obcym mieście”.
| OVT, ul. Podwale |
„Wydaje mi się, że zawiązanie i rozwiązanie ekipy odbyło się w przeciągu 2 czy 3 dni, ponieważ SO7 sam w jedną noc namalował chyba 12 prac, co nam się nie spodobało, że postąpił tak samolubnie i skończyło się na tym ,że część z nas opuściła skład Haotic Clanu”.
„Kumplowałem się z Amokiem. Chodziłem z nim na akcje, zazwyczaj chodziłem na czaty, on nakreślał litery. Czasem pomagałem mu wypełniać. Uciekało się przed Policją nie raz. Jak nas przyuważyli to zawsze uciekaliśmy do Bachusa, do byłej dyskoteki na ul Piastów. Wpadaliśmy tam i zawsze całe ręce mieliśmy umazane w farbie. Pewnego razu wybraliśmy się na PKP górowskie. Na bocznicy stały podstawione wagony towarowe. Ja stałem na czatach i z tego co pamiętam to Amok wrzucił bombkę HC. Był on pierwszym gościem w Górze, który pomalował wagon towarowy”.
„Było nas trochę, ale wiesz, niby każdy był, ale parę osób było tylko zaangażowanych w malowanie. Niektórzy tylko po prostu świrowali pawiana. Jeden z członków kserował prace ze Ślizgu i za to go nie lubiliśmy. Z drugiej strony musiał zostać w ekipie, bo załatwiał farby do malowania”.
„Poszliśmy malować wagon towarowy. Było nas kilku na tej akcji. Ktoś później ze znajomych mówił mi, że w Lesznie widział naszego wrzuta stojącego na torach. Jeden z członków naszego składu, widział nasze wypociny na stacji Mikołajów Wrocław. Była to srebrna praca. Pamiętam, że braliśmy mój rower, który oparliśmy o wagon, żeby móc na nim stanąć i malować. Mogło to być około 2000 roku”.
![]() |
| NUTA, sklep muzyczny, Street Terror , 2000 rok |
![]() |
| Pierwszy pomalowany autubus w Górze. 2001 lub 2002 rok |
„Uczestniczyłem kiedyś w akcjach, które miały miejsce poza Górą. Pewnego razu wybrałem się z Amokiem do Głogowa, ażeby pomalować pociąg. Wtedy spotkaliśmy się z głogowskimi writerami przed akcją. Pod osłoną nocy Amok wykonał srebrnego panela, a chłopaki z Głogowa wrzucali kolorową pracę. Było spokojnie, nie było żadnego przypału. Akcja zakończona pełnym sukcesem. Jednak inaczej się potoczyły sprawy w Rawiczu. Pewnego dnia koleżanka z Góry podwiozła nas tam samochodem. Byliśmy na dworcu PKP wraz z puszkami, które miały zostać opróżnione na pociągu osobowym. Była noc. Gdy tylko zbliżyliśmy się do pociągu, okazało się że w naszą stronę niespodziewanie uderzyło światło halogenu. Zostaliśmy namierzeni przez Sokistów, którzy chcieli nas za wszelką cenę dorwać. Musieliśmy błyskawicznie uciekać z jardu, przez jakieś łąki, pola. Hardcore był wielki. Później, na nasze szczęście, zamknął się w odpowiednim momencie szlaban na przejeździe kolejowym. Został wstrzymany ruch samochodowy. Ostatnią deską ratunku dla nas okazał się stojący samochód ciężarowy Jelcz, na którego przyczepę potajemnie weszliśmy Nikt nas nie zauważył. Nie wiedzieliśmy w którą stronę ten samochód odbije, czy na Lubin czy na Górę. Jednak wyszło tak, że szczęśliwie znaleźliśmy się w swoim mieście. Akcja nieudana, ale dobre było to, że nas nie złapali.”
![]() | |
|
„Mieliśmy malować w Rawiczu na pociągu wrzuty. Mój były ziomek, stanął przy samym pociągu i ze strachu nie mógł wykonać żadnej kreski. Miał niesamowitego pietra."Po „Amoku”, „Reim” był drugim writerem z Góry, który wrzucił kilka „hardcorowych” „paneli” na pociągach osobowych.W 2002 roku sensację w kręgach writerów wywołały 3 wrzuty, które powstały na dachach bloków mieszkalnych na ul Głogowskiej: „Sunie KIT” , „VS” i „Z.P.M.” „Kit” writer urodzony w Górze, ale mieszkający w Poznaniu wg niektórych pogłosek malował kolejki metra w różnych krajach Europy. Rok później na dachu bloku pojawił się „Reim”, który tak wspomina tamte wydarzenie:
„Weszliśmy do bloku. Musieliśmy być bardzo cicho, chodzić jak na paluszkach, żeby nikt nie mógł nas usłyszeć. Było to około północy. Weszliśmy na dach bloku. Miałem w plecaku puszki i patrzyliśmy co dookoła nas się dzieje. W sąsiadujących blokach, w niektórych oknach naprzeciw nas paliły się światła w pokojach. Byliśmy tym wystraszeni, że ktoś może nas zobaczyć. Ale jednak trzymaliśmy rękę na pulsie. Musieliśmy przeciągać żelazną drabinę z dachu na dach i spuścić ją potem, żeby móc się dostać do upragnionej ściany. Nieźle ważyła. Narobiliśmy przez to lekkiego hałasu. Jak to udało nam się zrobić, to przystąpiłem do malowania. Pamiętam, że na drugi dzień po akcji, spotkałem koleżankę w drodze do szkoły. Mówiła, że ktoś jej dach pomalował. Słyszała jakieś hałasy w nocy. Myślała że to coś u sąsiada się dzieje. Jednak myliła się...”
![]() |
| VS, ul Poznańska, 2001 lub 2002 rok |
„Jak nas przywieźli pod komisariat to grupa osób zainteresowanych zdarzeniem biła nam brawo, jak nas wyciągali z samochodu. Rodzice byli mocno zbulwersowani naszymi wybrykami.”
„Z tyłu na Transicie ktoś namalował napis K**Y, a później górowscy policjanci jeździli cały dzień z tym napisem po mieście. Łach był niesamowity.”
| Ul. Dworcowa. 2004 rok |
| Góra 2011 r. |
„Góra to miasto konfidenckie. O wsypę tu bardzo łatwo. Policja wiedziała wszystko. Miałem zawiasy i wiedziałem, że już czekają na mnie policjanci, aż coś przeskrobię. Z tego względu musiałem zrezygnować z malowania”.
![]() | ||
|
„Na szkole powstało srebro Zoro. Pamiętam że obok wrzuta był napis: Do pracy rodacy, do ręki farby!. Jakoś mnie tak ujął ten tekst i dzięki temu potem powstały nasze wrzuty. Czuliśmy się wtedy jakbyśmy mieli robić murala wysokiego na 3 metry w miejscu uczęszczanym często i gęsto przez ludzi. Ubraliśmy się w bluzy z kapturami, rękawiczki. Mieliśmy maski na twarze i działaliśmy”.
niedziela, 17 lutego 2013
Graffiti of Buddha - Dalai Lama struggle 4 Peace
Człowiek. Ponieważ poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości; w rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc.W 1989 roku Dalai Lama odebrał 'Pokojową Nagrodę Nobla'
The sons of Genghis Khan gave the Dalai Lama his name. It means "Ocean of Wisdom". In a wartorn Asia, Tibetans have practiced non-violence for over a thousand years. The Dalai Lama is their ruler. He is the human manifestation of the Buddha of Compassion.
In 1933 the 13th Dalai Lama died. Four years later, a holy man, disguised as a servant, found himself in a far corner of Tibet. He was searching for the 14th Dalai Lama. His search was almost at an end.
A Buddha had been reborn.Introduction to Kundun (1997) reż. Martin Scorsese
Historia Graffiti w Polsce według Graff'a
„Dobre akcje widziałem, no i oczywiście nie można zapomnieć o legendzie Andrzeju 'Graff' Graffie, który jest jednym z pionierów w Polsce. Zaczynał w latach 80-tych na mojej rodzimej ulicy Zielonej. Na słynnym Zoologiku jako writer ALMO razem z Baffim i ekipą oldschoolową jak na dzisiejsze czasy Bronx Rock Robot”.
Początki 1980-1987
Jako, że od wczesnych lat 80’tych interesowałem się breakdance, to w którymś momencie zwróciłem uwagę na graffiti, które pojawiało się często jako tło dla teledyskowej scenerii. Czasy w Polsce nie były łatwe, a miasto w którym się wychowywałem miało istotne znaczenie dla nadchodzących przemian w całym kraju. Jastrzębie Zdrój, gdzie pierwsze kopalnie zaczęły strajkować nie było łatwym polem do popisów z puszką farby. Miasto było obsmarowane napisami politycznymi typu „Jaruzelski Smok Wawelski, ZOMO Do Gazu” , symbolami Solidarności Walczącej itp. Przyłapany z farbą na mieście nie wyszedłbyś żywy z komisariatu, a tłumaczenie, że widziałeś to na amerykańskim filmie czy teledysku bardziej by pogorszyło sytuację. Ale cóż, pomyślałem, skoro Punki z ul. Katowickiej gdzie prężnie działała legendarna już kapela Psy Wojny – napisali na największym sklepie w mieście: „Jezus Przyjdzie w Glanach”, to i ja coś może zmaluję. Dziwić się musieli ludziska gdzie spośród anty ustrojowych sloganów malowanych ławkowcem w pośpiechu, pojawiły się dwa wielkie i kolorowe napisy „BREAKDANCE” i „BRONX”. Był to rok 1987.Zabawne, że pierwszą puszkę spray'u jaką udało mi się kupić nie wypsikałem nigdy. Stała na szafie przez długie lata - jak relikwia. Gdy komuna padła było łatwiej. Można było pojechać do Czech gdzie mieliśmy blisko, a tam były do kupienia spraye Skody. Kolesie wozili z Czech tanią wódę na handel, a ja przewalałem całe pieniądze na farby. Pewnego dnia odwiedził mnie zaprzyjaźniony urzędnik miejski i doradził, abym odpuścił sobie pisanie po ścianach haseł typu „Breakdance, Street Dance, i wszystkiego co ma z tym związek, bo szybko wpadnę. Tancerzy breakdance w mieście nie jest wielu, a u mnie w pokoju farb było więcej niż w warsztacie lakierniczym.
Legal:
W głowie miałem coraz więcej pomysłów, ale zacząłem się orientować, że malowanie prostych outlines, i tagów po nocach to nie to. Jestem perfekcjonistą. Malowałem ludziom na ulicy portrety ołówkami za kasę , obrazy - reprodukcje farbami olejnymi dla frajdy i na sprzedaż, kopiowałem znane dzieła i zawsze wiedziałem, że odwalanie kichy nie wchodziło w grę w żadnej z form sztuki. W związku z tym, zacząłem załatwiać sobie legalne ściany. Dopiero wówczas mogłem stwierdzić, że kartka papieru, a ściana to nie to samo. Zacząłem sobie zdawać sprawę z istnienia czegoś takiego jak końcówki do farb, które mają wpływ na czystość kreski i efekt końcowy. Materiały, które miałem nie dawały mi jednoznacznych odpowiedzi, a że miałem tych materiałów niewiele to przestałem być rozwojowy i ugrzązłem w miejscu.Przełom - 1991:
Jak wcześniej wspomniałem, tańczyłem breakdance i miałem kilku znajomych to tu to tam. Znajoma z urzędu miasta w Katowicach dała mi cynk, że na mieście szykuje się wielka impreza graffiti i muszę tam być. Faktycznie to był przełom w mojej twórczości. To wszystko co wiedziałem i widziałem dotychczas już się nie liczyło. Ekipa ok. 20 studentów mówiących głównie po francusku wywaliła całą ścianę 30m na 5m pod jednym z katowickich wiaduktów przy PKP.Polskie Graffiti:
Na początku lat 90-tych m.in. na Śląsku zaczęły pojawiać się pierwsze kolorowe ściany i pociągi. Widać było wpływ „Uppsala Graffitiskola” czyli naszych gości z zagranicy. Zaczęły powstawać pierwsze ekipy. Cieszyłem się, że coś się wreszcie zaczyna dziać, a słysząc jak na PKP w Katowicach zapowiadają pociąg z Katowic do Gliwic mówiąc „ten kolorowy” czułem satysfakcję i byłem dumny z ekipy która to zrobiła.Po pojawieniu się czasopisma „Ślizg” w roku 1996 i powrotu Hip Hopu do łask - graffiti stało się czymś normalnym i wręcz niepożądanym. Coraz częściej byłem nazywany wandalem, mimo, że malowałem legalnie na wcześniej ustalonych z właścicielami budynków ścianach. Bombardowanie pociągów z doborowymi ekipami też dawało frajdę. Miło było zobaczyć na drugim końcu województwa swoje kolorowe wagony. Ale pewnego razu uciekając przed policją w środku nocy mając za plecami niedokończony wagon, zdałem sobie sprawę, że w domu czeka na mnie żona i malutki syn. Co ja im powiem, jak mnie złapią, co ja powiem szefowi w pracy, prawie wszyscy z ekipy byli niepełnoletni więc najbardziej oberwę ja. I trzeba było coś z tym zrobić.
Przemyślenia:
Mając dostęp do końcówek, farb i materiałów tematycznych, byłem w stanie namalować wszystko. Czy byłem dobry? Czy byłem płodnym artystą? Nie wiem. Wiem, że byłem jednym z pierwszych graficiarzy w Polsce. Kręcił mnie breakdance i wszystko co mu towarzyszyło w całej swej okazałości w czasach gdy po polskich miastach jeździły czołgi i pewnie nie ja jedyny czułem temat. Nigdy nie liczyłem tego, co pomalowałem i zawsze starałem się kolejną pracę zrobić lepszą. Najwyższą poprzeczką dla wszystkich artystów graffiti jest tzw. fotoreal / 3D i odnalezienie własnego stylu. Jednak to nie artysta ma być o tym przekonany lecz ci, którzy oglądają jego dzieła, a że zwykłem mawiać: "Graffiti to bardzo ulotna sztuka, czasem niewielu będzie dane ujrzeć co namalowałeś".piątek, 1 lutego 2013
środa, 25 lipca 2012
Back Cover Piece by Futura 2000 and his collaboration with The Clash
Grandmixker D.ST. & The Infinity Rappers - Grandmixer Cuts It Up (1982)
Fab Five Freddy - Une Sale Histoire (1982)
Phase II - The Roxy (1982)
Tribe II - What I Like (1982)
Futura 2000 - And His Escapades (1982)
W roku 1982, na rynku ukazały się w/w ''12, nakładem "Celluloid Records". Na back cover'ach, pięciu singli znalazł się artwork słynnego Futura 2000. W całe przedsięwzięcie, co ciekawe zaangażowani zostali koledzy po fachu... "Phase II" i "Tribe II", którzy udzielają się na mikrofonach, oraz ekipa Infinity Rappers razem z Grandmixer'em D.ST i promotorem Fab 5 Freddy. Dzisiaj te unikatowe wydania stanowią wspaniały wgląd w początki tworzenia się nowojorskiej sceny artystycznej graffiti, często kojarzonej wyłącznie z wagonami metra czy wystawami w posch galeriach.
"i really wanna try to get other people inspired" - Futura 2000
czwartek, 5 lipca 2012
8 Million Stories: Bill "Blast" Cordero
Słów kilka od Bill "Blast" Cordero, który opowiada jak wyglądały realia początku lat 80., w oczach młodych artystów graffiti, oraz o tym jak stworzył słynne dzieło "Sky's The Limit".
"William Cordero, born in 1964, grew up in Harlem. He went to High School of Art & Design in Manhattan and later took classes at Parsons School of Design. In the early 80’s he was part of a group of subway writers that made the shift to the gallery scene. Bill Blast, as he is known, has exhibited in Europe and the US.
In 1982, in what should commonly be known as Rock Steady Park, Bill Blast painted two masterpieces on opposite sides of the handball court. The first was entitled “Sky’s the Limit,” referencing the lyrics in “Keep On” by the group D-Train. The painting consisted of several prominent New York City landmarks, creating an urban backdrop for an empowering message to the local community. On the other side of the wall stood a piece called “Eye of the Tiger.” Unlike most pieces during this period, “Eye of the Tiger” was unusual because instead of having letters as its centerpiece there was a gigantic tiger face with a Zulu Nation bead hanging from it’s neck praising Afrika Bambaataa’s universal idea.
Bill Blast’ “Eye of the Tiger” worked as a backdrop in Rock Steady Crew’s music video for “Hey You” and “Sky’s the Limit” was featured in cult director Larry Cohen’s 1985 sci-fi movie “The Stuff”. Both walls also appeared in Henry Chalfant and James Prigoff’s classic Spraycan Art book giving inspiration to up-and-coming writers around the globe. As a tribute to Bill Blast, the German writer Tobe recently reworked the Eye of the Tiger mural to honour the original artist.
Today, the murals are long gone and this tiny plot of land on West 99th Street and Amsterdam Avenue in Manhattan, which was a popular practice grounds for the b-boy’ing legends Rock Steady Crew, has been refurbished and the handball courts torn down.
In addition to his art accomplishment, Bill Blast worked as a consultant on the movie “Beat Street” from 1984. Produced by the cultural and political icon Harry Belafonte, the sketches that Blast handed over ended up being painted by unionized scenic artists giving the film a much less authentic look. Though Blast was disappointed, he stayed long enough to coach Ramo, the main character in the movie played by Jon Chardiet, about the subways and the writing culture.
Along with such luminaries from the subway writing era as Lee, Dondi, Duster and Phase 2, Blast took part in the ‘Art Train’ event in Detroit in 1986 that was put together by Dolores Newman with documentarian Henry Chalfant as one of the curators.
Blast would sometimes shorten his name to “Bil” as written in the “Eye of the Tiger” mural. He did so in order to try and distance himself from the fashion designer Bill Blass, among other people with similar sounding names."
poniedziałek, 11 czerwca 2012
czwartek, 2 lutego 2012
RosyOne w galerii Speerstra
niedziela, 25 grudnia 2011
Caine One
Pochodzący z Bronksu writer - Super Kool 223 namalował najprawdopodobniej pierwszego skromnego wrzuta na wagonie na początku lat 70. Niby nic wielkiego, ale był to rewolucyjny krok do przodu, gdyż wcześniejsi writerzy zajmowali się tylko tagowaniem swoich imion. Super Kool 223 dał impuls do działania tym, którzy podnieśli sztukę sprayu na wyższy poziom. Jednak musiało upłynąć kilka lat zanim kolorowe litery na wagonach nabrały precyzyjnych kształtów oraz wyrazistych stylów. Super Kool 223 wciąż żyje i ma się dobrze.
Od początku lat '70 scena graffiti w Nowym Yorku eksplodowała. Zaczęły się kształtować różne style, które odcisnęły znaczące piętno na rozwój graffiti w późniejszych latach. Panele robiono bardziej pomysłowo. Malowano je o większych kształtach, dodawano więcej kolorów i różne elementy dekoracyjne: chmurki wokół liter, gwiazdki w wypełnieniu, malowano postacie z bajek itd. Prace z czasem stawały się ciekawsze, większe aż wkrótce malowano całe wagony i całe pociągi. Mieszkańcy miasta byli w szoku…
Mało osób zapewne wie, że pierwszy lub drugi pociąg pomalował niejaki Caine 1, w którego żyłach płynęła polska krew. Nazywał się Edward Glowaski (Głowacki). Z matką i siostrą mieszkał w Queens. Przyjaźnił się z oldschoolowym writterem- Tracy 168. Ksywka Edwarda pochodzi z klasycznego filmu- Citizen Cane. Był utalentowanym writterem. Miał swój styl określany jako – Computer Style, który początkowo znany był, jako - Wild Style. W swoich malunkach kładł nacisk na detale, różne tła i motywy, robiąc krok naprzód w stosunku do innych writerów.
Tak o nim wspominali:
W połowie lat 70., 7 linia metra nie mogła się pochwalić dobrymi writerami, z wyjątkiem Caine One, który z pośród nich błyszczał jak gwiazda polarna na ponurym niebie.
Caine 1 malował na najbardziej strzeżonych yardach. Gdy zbliżała się dwusetna rocznica odzyskania przez USA niepodległości, Caine 1 wpadł na pewien pomysł, dzięki któremu mógł uczcić narodowe święto.
Razem z writerami: ROGER, CHINO 174, DIME 139, DOC ONE, TAGE ONE, FLAME ONE, MAD 102 SPIKE, SPEEDY pomalował cały pociąg, aż 11 wagonów. Na nocnej akcji ogólnie było 30 osób. „Freedom Train” - bo taką on nosił nazwę, nie wyjechał cały z yardu. Pracownicy metra rozdzielili wagony. Wholecary Caina 1 i Dime 139 wyjechały na trasę, a resztę wagonów skierowane zostały do buffu (miejsce czyszczenia pociągów). Po tym wydarzeniu Caine One i Roger zostali aresztowani przez policje, a inni writerzy byli zastraszani. O dziwo, kilka tygodni później grono zaprzyjaźnionych bomberów u SPEED'iego oglądali film, jak pracownicy rozdzielali ich pomalowane wagony. Ciekawe czy ktoś jeszcze ten film posiada? W sieci można znaleźć trzy jedyne zdjęcia zbombionych wagonów. Caine One malował także znane w Nowym Yorku kluby, kamizelki, motocykle, a później zajął się robieniem tatuaży. Był najprawdopodobniej satanistą. W jego malunkach można było dostrzec elementy związane z kultem szatana. W 1977 roku znalazł się w więziennym szpitalu na Brooklynie. Został przyłapany na tym, jak na zlecenie rabował grobowce na miejscowym cmentarzu. Sąd skierował go na badanie psychiatryczne. Był zamknięty w celi i poddawany ocenie zdrowia psychicznego. W więzieniu spotkał się z psychopatycznym mordercą Davidem Richardem Berkowitzem, znanym jako Syn Sama i 44. kalibrowy morderca, który zabił 6 osób i został skazany na sześciokrotne dożywocie.
Caine po wyjściu z więzienia dalej malował i niestety kradł. Jego prace wystawiono w manhatańskiej galerii. W filmie Style Wars, możemy zobaczyć jego namalowaną realistyczną pracę na płótnie. Namalował znaną wówczas Blondie. Eddie zmarł tragicznie w dniu 15 marca 1982 roku, w wieku 24 lat. Został postrzelony przez 76 letniego emeryta. Z zamiarem rabunku wtargnął mu na posesję. Rezydent, nie mając pozwolenia na broń, sam wymierzył mu sprawiedliwość. Na jednym z zagranicznych forów, ktoś napisał, że kiedyś jedna kobieta ponoć nakręciła dokument o Caine 1. Jednak na tą chwilę znalezienie go graniczy z cudem. Jego następcą jest writer Caine 2, którego Eddie był mentorem.
Autor - Bundzol
poniedziałek, 21 listopada 2011
GRAFFITI 365

wtorek, 11 października 2011
GRAFFITI ART
Pradawne ryty i malowidła naskalne świadczą o tym, że już przed tysiącami lat istnieli ludzie, którzy pragnęli pozostawić po sobie ślad. Obecnie też tak jest, zmieniło się jedynie narzędzie w rękach artystów, które stworzyło nową gałąź w genealogicznym drzewie sztuki. Spray wprowadził prawdziwą rewolucję na przełomie lat 60-tych i 70-tych.Dzisiaj powstaje wiele historii na temat tego, kto i gdzie pierwszy zaczął malować. Pewne jest to, że obserwowane dzisiaj graffiti miało swoje początki w nowojorskim metrze, gdzie niejaki Demetrius zaczął prezentować swoje tagi. Był on tak aktywny, że jego działalnością zainteresowała się prasa i TV. Przyczyniło się do „boomu” na graffiti i w ślad za Demetriusem poszło wielu młodych ludzi. Warto tu wymienić takie legendy jak: Blade, Taki 163, Mitch 77, Doze, Zephyr oraz Dondi, Futura 2000, Phase 2, którzy wywodzili się z Universal Zulu Nation. Byli to najlepsi twórcy graffiti lat 70-tych. Wtedy graffiti widywało się głównie w metrze, gdzie różni twórcy zaznaczali w ten sposób rejon swojej działalności, który miał w większości związek z ulicznymi gangami. Zaczęły rodzić się nowe style charakterystyczne dla tamtych czasów, czyli niewyimaginowane, w większości proste i niezbyt kolorowane litery z charakterystycznymi dla każdego artysty dodatkami.Lata 80-te to już prawdziwa burza stylów. Każdy twórca, a była ich cała armia, próbował wnieść coś nowego. Wtedy Graffiti wyszło z metra na na ulicę, gdzie bardziej pomysłowi twórcy zyskali wieksze pole do popisu. Okres ten charakteryzował się narodzinami takich stylów jak: Wild Style, Freestyle, Rock Style. Przy dźwiękach „perfect beatu” z przenośnych magnetofonów (boombox), młodzi ludzie z biednych dzielnic prezentowali swój breakdance, graffiti styl (nieczytelne, powyginane w różne strony litery, kolorowe do obłędu odcienie, kontrasty), MC’s żonglowali słowami.
Lata 90-te to już większy format sprawy. Standardem stały się odpowiednie końcówki, decydujące o czystości, grubości i bardziej efektywnej kresce.
Graffiti obiegło cały świat. Zaczęły liczyć się czyste prace o wyglądzie naklejek reklamowych. Zaginęły gdzieś po drodze charaktery, twarze wyrażające swoja mimiką to, czego nie udało się wyrazić słowami. Komercja i duże pieniądze, to zguba każdego artysty!
Sztukę graffiti, podobnie jak całą kulturę hip hop można podzielić na dwa okresy: Old School i New School.
Old School – to stara, dobra szkoła pionierów, gdzie wszystko miało pewną mgiełkę mrozu, undergroundu i gdzie można było rozwijać własne pomysły bez kopiowania kogokolwiek.
New School – to natłok stylów niezwykle trudnych do skatalogowania, czysty wandalizm, jak i prawdziwa sztuka malarstwa i wielki kunszt, a z drugiej strony kopiowanie i poprawianie cudzych prac.
Jednak i dzisiaj możemy dostrzec w twórczości trochę ze starej, dobrej szkoły.
Autor: Graff, Sadi









+OldschoolersCrew.jpg)






















