wtorek, 19 lutego 2013

Małpa - Muszę być skałą...

muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,
całą energię kierować na nią.
muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,
całą energię kierować na nią.
muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,
całą energię kierować na nią.
muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,
całą energię kierować na nią.

widzę jak patrzysz i to sporo dla mnie znaczy,
ale nie jestem z tych graczy, którzy połykają haczyk
dla byle przekąski, staniki, podwiązki,
to grząski grunt, jaram polski skun
bo gdy piszę o tym, to jakbym wypierdolił na ulicę trotyl,
jakbym utopił w Wiśle w chuj floty,
wiesz, tak po prostu.
to dla serc, które biją w wieżowcu.
dla zamachowców, którzy chwytają za wolant,
bo każdy ma swoją misję, którą powinien wykonać.
to o nas samych są te teksty,
coś o potworach, które drzemią w nas, choć żaden nie śpi.
nie rozszyfrujesz treści moich słów tak długo,
jak nie wyrwiesz się spod presji ludzi i tego, co mówią.
mój świat od lat nie wygląda już tak samo.
tato, tak bardzo tęsknię za mamą.
muszę być skałą trwałą, co by się nie działo
całą energię kierować na nią, bo tak mnie nauczano,
od małolata zawsze powtarzał mi tata:
pamiętaj synu, wszystko, co oddajesz w końcu wraca.
czas spłacać długi, małpa mówi,
nie wpadam po dwie sztuki w jacuzzi, czy z wagi tuzin.
od teraz u twoich ludzi to gówno budzi niepokój,
mam ich na oku, już od dawna się nie łudzi nikt wokół.
to kwestia widoku, kwestia perspektywy,
nie widzisz nic, gdy patrzysz z boku, wszystko jest na niby,
jestem odporny na wpływy zza szyby, kiedy nagrywam rymy,
nie pytaj co by było gdyby zabrakło mi siły.
jaki jest limit, chcę wykręcić wynik, by nikt nie dał śliny,
ani chwili dłużej skurwysyny.
od rośliny z moich jeansów łapy jak najdalej,
bo wybaczam wam brak skillsów, lecz nie brak dobrych manier.
za zaniedbanie daniel sięgałby po szable,
wciąż to samo, sranie w banie, każdy tu walczy o prawdę.
spytaj mnie skarbie, czemu tak dobrze się bawię,
grając w ciągu trzech lat dziesiąty koncert w Warszawie.
bo chciałem dawniej tego, co mam teraz,
chociaż nie raz mają za złe mi, że nie chodzi o melanż,
i o dziwki, kajdany, czy jakiś kurwa proszek.
a nie o hajs, bo to byłby zbyt prosty wniosek

muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,
całą energię kierować na nią.
muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,
całą energię kierować na nią.
muszę być skałą trwałą, co by się nie działo,

 

falom stawiać opór, nocą, rano, otwierać oczy śmiało,
chociaż drży kolano, nie zdejmuje z ramion mamo nadbagażu,
który z góry zwykle utrudniał mi slalom.
muszę być skałą, taki jest kanon,
i chuj, że kropla od lat już w każdym z nas drąży kanion

Dziś wyjątkowy wpis, z serii off top. Małpa, reprezentant Torunia od lat wspiera naszą inicjatywę, dlatego wraz z jego nowym kawałkiem, który jest zapowiedzią nadchodzącego konkretniejszego materiału, poruszamy ten temat. Ewentualną ocenę jego fresh!!! singla pozostawiam wam...

@ Małpa

niedziela, 17 lutego 2013

Eddie Murphy Delirious (1983) reż. Bruce Gowers

"Brothers act like they couldn't have been slaves back 200 years ago. It's like the motherfuckers LIKED that shit. "I whish I was a slave, I would fuck somebody up! Shit, tell ME to bale some motherfucking cotton! I would been on the street and shit, would've come up and say, "Ay, yo, nigger, bale this cotton!" I would say, "Suck my DICK, masta!"
"I got mad, I was hanging out with Stevie two months ago. I said, 'Look, Steve, I get too much motherfuckin' flak over this impression. I don't like doin' it, I ain't doin' this shit no more.' Stevie said, 'Well, I feel that...' I said, 'Shut the fuck up, Steve.' 'Cause you've gotta cut Steve off, 'cause if he get a roll goin' he'll talk your ears off! You ever see Steve win a Grammy and go up and give one of them long ass acceptance speeches? They say, 'And the winner is Stevie Wonder!' Stevie be goin, 'I'd just like to say...all the people in the world today...God's children...' 'Look, just take the motherfuckin' award and go!' 'Cause the credits be rollin' and Stevie be up there goin' 'And I'd like to thank...' I be in the car, I just said 'Shut the fuck up, Steve. I'm tellin' you, you a genius and all that shit, but you my boy, man, we hangin', man. It's nice and shit, but I don't appreciate all the flak. And personally, the piano and the singin' and all that, I told you how I feel about singin' man, I ain't impressed. You wanna impress me, take the wheel for a little while, motherfucker!"

Syd Brak & The OldSchool Art ...


Graffiti of Buddha - Dalai Lama struggle 4 Peace

Dalajlama, zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości, odpowiedział:
Człowiek. Ponieważ poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości; w rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc.
W 1989 roku Dalai Lama odebrał 'Pokojową Nagrodę Nobla'
The sons of Genghis Khan gave the Dalai Lama his name. It means "Ocean of Wisdom". In a wartorn Asia, Tibetans have practiced non-violence for over a thousand years. The Dalai Lama is their ruler. He is the human manifestation of the Buddha of Compassion.
In 1933 the 13th Dalai Lama died. Four years later, a holy man, disguised as a servant, found himself in a far corner of Tibet. He was searching for the 14th Dalai Lama. His search was almost at an end.
A Buddha had been reborn.
Introduction to Kundun (1997) reż. Martin Scorsese

Historia Graffiti w Polsce według Graff'a

Pewnego dnia znalazłem w necie artykuł na temat graffiti w mieście Jastrzębie Zdrój, które jest mi bliskie z czasów kiedy byłem aktywnym b-boyem. Artykuł mówił o początkach graffiti, a kończył się następującym zdaniem:
„Dobre akcje widziałem, no i oczywiście nie można zapomnieć o legendzie Andrzeju 'Graff' Graffie, który jest jednym z pionierów w Polsce. Zaczynał w latach 80-tych na mojej rodzimej ulicy Zielonej. Na słynnym Zoologiku jako writer ALMO razem z Baffim i ekipą oldschoolową jak na dzisiejsze czasy Bronx Rock Robot”. 
Cytat ten zmobilizował mnie do poproszenia Graffa, którego poznałem właśnie na ul. Zielonej w Jastrzębiu Zdroju i z którym działałem w hip hopie przez długie lata, o napisanie kilku słów na temat początków graffiti w Polsce z jego perspektywy.

Piotr „Sadi” Sadowski


Początki 1980-1987

Jako, że od wczesnych lat 80’tych interesowałem się breakdance, to w którymś momencie zwróciłem uwagę na graffiti, które pojawiało się często jako tło dla teledyskowej scenerii. Czasy w Polsce nie były łatwe, a miasto w którym się wychowywałem miało istotne znaczenie dla nadchodzących przemian w całym kraju. Jastrzębie Zdrój, gdzie pierwsze kopalnie zaczęły strajkować nie było łatwym polem do popisów z puszką farby. Miasto było obsmarowane napisami politycznymi typu „Jaruzelski Smok Wawelski, ZOMO Do Gazu” , symbolami Solidarności Walczącej itp. Przyłapany z farbą na mieście nie wyszedłbyś żywy z komisariatu, a tłumaczenie, że widziałeś to na amerykańskim filmie czy teledysku bardziej by pogorszyło sytuację. Ale cóż, pomyślałem, skoro Punki z ul. Katowickiej gdzie prężnie działała legendarna już kapela Psy Wojny – napisali na największym sklepie w mieście: „Jezus Przyjdzie w Glanach”, to i ja coś może zmaluję. Dziwić się musieli ludziska gdzie spośród anty ustrojowych sloganów malowanych ławkowcem w pośpiechu, pojawiły się dwa wielkie i kolorowe napisy „BREAKDANCE” i „BRONX”. Był to rok 1987.

Zabawne, że pierwszą puszkę spray'u jaką udało mi się kupić nie wypsikałem nigdy. Stała na szafie przez długie lata -  jak relikwia.  Gdy komuna padła było łatwiej. Można było pojechać do Czech gdzie mieliśmy blisko, a tam  były do kupienia spraye Skody. Kolesie wozili z Czech tanią wódę na handel, a ja przewalałem całe pieniądze na farby. Pewnego dnia odwiedził mnie zaprzyjaźniony urzędnik miejski i doradził, abym odpuścił sobie pisanie po ścianach haseł typu „Breakdance, Street Dance, i wszystkiego co ma z tym związek, bo szybko wpadnę. Tancerzy breakdance w mieście nie jest wielu, a u mnie w pokoju farb było więcej niż w warsztacie lakierniczym.

Legal:

W głowie miałem coraz więcej pomysłów, ale zacząłem się orientować, że malowanie prostych outlines, i tagów po nocach to nie to.  Jestem  perfekcjonistą. Malowałem ludziom na ulicy portrety ołówkami za kasę , obrazy - reprodukcje farbami olejnymi dla frajdy i na sprzedaż, kopiowałem znane dzieła i zawsze wiedziałem, że odwalanie kichy nie wchodziło w grę w żadnej z form sztuki. W związku z tym, zacząłem załatwiać sobie legalne ściany. Dopiero wówczas mogłem stwierdzić, że kartka papieru, a ściana to nie to samo. Zacząłem sobie zdawać sprawę z istnienia czegoś takiego jak końcówki do farb, które mają wpływ na czystość kreski i efekt końcowy. Materiały, które miałem nie dawały mi jednoznacznych odpowiedzi, a że miałem tych materiałów niewiele to przestałem być rozwojowy i ugrzązłem w miejscu.

Przełom - 1991:

Jak wcześniej wspomniałem, tańczyłem breakdance i miałem kilku znajomych to tu to tam. Znajoma z urzędu miasta w Katowicach dała mi cynk, że na mieście szykuje się wielka impreza graffiti i muszę tam być. Faktycznie to był przełom w mojej twórczości. To wszystko co wiedziałem i widziałem dotychczas już się nie liczyło. Ekipa ok. 20 studentów mówiących głównie po francusku wywaliła całą ścianę 30m na 5m pod jednym z katowickich wiaduktów przy PKP.

Polskie Graffiti:

Na początku lat 90-tych m.in. na Śląsku zaczęły pojawiać się pierwsze kolorowe ściany i pociągi. Widać było wpływ „Uppsala Graffitiskola” czyli naszych gości z zagranicy. Zaczęły powstawać pierwsze ekipy. Cieszyłem się, że coś się wreszcie zaczyna dziać, a słysząc jak na PKP w Katowicach zapowiadają pociąg z Katowic do Gliwic mówiąc „ten kolorowy” czułem satysfakcję i byłem dumny z ekipy która to zrobiła.

Po pojawieniu się czasopisma „Ślizg” w roku 1996 i powrotu  Hip Hopu do łask  - graffiti stało się czymś normalnym i wręcz niepożądanym. Coraz częściej byłem nazywany wandalem, mimo, że malowałem legalnie na wcześniej ustalonych z właścicielami budynków ścianach. Bombardowanie pociągów z doborowymi ekipami też dawało frajdę. Miło było zobaczyć na drugim końcu  województwa swoje  kolorowe wagony. Ale pewnego razu uciekając przed policją w środku nocy mając za plecami niedokończony wagon, zdałem sobie sprawę, że w domu czeka na mnie żona i malutki syn. Co ja im powiem, jak mnie złapią, co ja powiem szefowi w pracy, prawie wszyscy z ekipy byli niepełnoletni więc najbardziej oberwę ja.  I trzeba było coś z tym zrobić.

Przemyślenia:

Mając dostęp do końcówek, farb i materiałów tematycznych, byłem w stanie namalować wszystko. Czy byłem dobry? Czy byłem płodnym artystą? Nie wiem. Wiem, że byłem jednym z pierwszych  graficiarzy w Polsce. Kręcił mnie breakdance i wszystko co mu towarzyszyło w całej swej okazałości w czasach gdy po polskich miastach jeździły czołgi i pewnie nie ja jedyny czułem temat. Nigdy nie liczyłem tego, co pomalowałem i zawsze starałem się kolejną pracę zrobić lepszą. Najwyższą poprzeczką dla wszystkich artystów graffiti jest tzw. fotoreal / 3D i odnalezienie własnego stylu. Jednak to nie artysta ma być o tym przekonany lecz ci, którzy oglądają jego dzieła, a że zwykłem mawiać: "Graffiti to bardzo ulotna sztuka, czasem niewielu będzie dane ujrzeć co namalowałeś".

Andrzej „Graff” Graff

piątek, 15 lutego 2013

J Dilla Tribute w Niebie

© Poster - Mirek Gurzyński (anizm.org)

czwartek, 14 lutego 2013

Liquid Sky (1982) reż. Slava Tsukerman

Liquid Sky jest dość osobliwą pozycją. Albo się go pokocha, albo przejdzie się obok niego, tak jakby w ogóle nie istniał. Niewątpliwie jest obowiązkiem dla każdego, kto chciałby zrozumieć świat rządzący się prawami lat 80., w niezwykle kolorowym wydaniu...


Liqiud Sky na pierwszy rzut oka, to świat mody i niezwykle barwnego stylu, gdzie bohaterowie i ich kreacje, są jak żywe rysunki z portfolio projektantów domów mody...

Dość banalna historia przybyszów z kosmosu, odwiedzających nowojorskie społeczeństwo, w poszukiwaniu używek i narkotyków jest tłem dla zdjęć autorstwa Yury Neyman, oraz klimatu miasta które nigdy nie śpi...




Muzyka, kluby, nocne życie w stylu new wave, połączone z operą mydlaną i subkulturą punk, przechodzącą reinkarnację w nowej formie, która pod koniec lat 70, miała swój szczytowy okres w historii gatunku, jest tutaj nakreślona bardzo wyraziście...

Całość w dość oryginalnej formie, rzetelnie oddaje realia tamtych lat, gdzie w świetle neonów, narkotyków i seksu zatracały się całe pokolenia młodych ludzi żyjących w sztucznym blasku wielkiej metropolii, oraz kolorowym świecie ich własnej tworzonej wyobraźni...

środa, 13 lutego 2013

Adidas Originals - Han Solo The Galactic Scoundrel

Full Pack of The Originals Galactic Scoundrel


Tak samo jak wielkimi krokami seria Adidas 'Star Wars' wtargnęła w nasze życia... Tak samo dziś, tylko fanom gatunku dalej skacze ciśnienie, na widok tych wszyskich smaczków, które niemiecka kampania przygotowała na sezon 2009/2010.



Po premierze Gwiezdnych Wojen serii I, II oraz III, firma Adidas poświęciła się bohaterom z najstarszych części sagi. Dlaczego? Czy wynikiem tego jest przynależność firmy do stylistyki starej szkoły? Oczywiście! Adidas ubiera nas od dłuższego czasu, dla wielu wydawałoby się, że przez całe życie...


Obecnie coraz trudniej złapać cokolwiek z serii w rozsądnej cenie, gdyż rzeczy nabierają z czasem wartości sentymentalnych szczególnie w wydaniu z cyklu ''limited edition''.



Fakt faktem, z kolejnymi częściami Gwiezdych Wojen (VII, VIII oraz IX), nad którymi praca właśnie rusza w kulisach Hollywood, firma Adidas zdecyduję się na kolejną serię z cyklu  'Adidas Originals Star Wars'... Narazie pozostaje nam cierpliwie czekać, przy okazji ponownie cieszyć oko tym co serwuje "Galaktyczny Łajdak".

@ All Day I Dream About Sport

sobota, 9 lutego 2013

Manhattan & The Bronx Clubs - Where Hip Hop took it's part in 70's & 80's


Podzieliłem ową planszę na pół, by można było lepiej przyjrzeć się poszczególnym częściom miasta. By powiększyć, wystarczy kliknąć na wybrany element... Peace!

wtorek, 29 stycznia 2013

Kamp! w eNeRDe


KAMP! to prawdziwy fenomen na polskiej scenie. Ich debiutancki album był jedną z najbardziej oczekiwanych polskich płyt ostatnich lat. Bez cienia przesady nazywani są najlepszym zespołem grającym elektronikę. “Breaking A Ghost’s Heart”, “Heats”, “Distance Of The Modern Hearts”, to tylko część ich repertuaru i fragment twórczości wydawanej przez własny netlabel Brennnessel. Singiel “Cairo” z 2011, ukazał się nakładem portugalskiej wytwórni Discotexas, co zaowocowało współpracą przy kolejnych wydawnictwach tego labelu, w tym remixem dla Appaloosy. Nowe interpretacje dla innych artystów są zresztą ważnym elementem muzycznej działalności Kamp!.

01.02.2013 (piątek) Start 21:00
Toruń, klub NRD ul. Browarna 6
www.myspace.com/enerde
www.facebook.com/enerdeclub

KONIEC BILETÓW W PRZEDSPRZEDAŻY ! ZOSTAŁA OGRANICZONA ILOŚĆ W CENIE 30 ZŁ W DNIU KONCERTU OD GODZINY 18:00

B4 & After Party:
Plastic Doll (Electro Moustache)
Cattolic (Electro Moustache)
https://www.facebook.com/electro.moustache
kOOl MiKe (OldSchoolers Crew)
http://oldschoolerscrew.blogspot.co.uk

poniedziałek, 28 stycznia 2013

''Yellow Benjy'' Melendez - The Power Fuerza Story

Opisywane wydarzenia miały miejsce blisko 43 lata temu, w samym sercu Południowego Bronksu. Moment, który zmienił życie Benjy Melendeza, jego ulicznego gangu i rockowej kapeli znanej jako the Ghetto Brothers, oraz historii muzyki na zawsze. Gdy słyszysz to o czym opowiada, masz wrażenie, że działo się to wczoraj...

Rok 1971, Boys Club, Hoe Avenue, South Bronx
"My brothers came in the afternoon and we started playing music. 'I'm Your Captain,' by Grand Funk Railroad'," said Meléndez, vocalist of the Ghetto Brothers. 'Then they told me some other gangs were looking for the Roman Kings and they're beating up people on the way here'. I looked at Black Benjy and said, 'Take seven or eight Ghetto Brothers, no weapons, get me the leaders and bring them to me.' About half an hour later a guy comes running in, saying, 'They're beating up Benjy!' I said 'Move it, let's go!' We walked up 163rd Street to Stebbins Avenue, down Horseshoe Park. When I got to the bottom of the stairwell I saw his blood - oh God!"
"Mój brat zjawił się popołudniu i zaczęliśmy grać muzykę. 'I'm Your Captain', grupy 'Grand Funk Railroad', opowiada Melendez, wokalista the Ghetto Brothers. 'Wtedy powiedzieli mi, że kilka gangów szuka kolesi z Roman Kings i napadają na każdego po drodze, kierując się w naszą stronę'. Spojrzałem na Black Benjy'ego i powiedziałem 'Weź siedmiu, ośmiu Ghetto Brothers, bez broni, znajdź mi liderów i przyprowadź ich do mnie.' Po około półgodzinie, przybiegł nasz człowiek i powiedział 'Oni katują Benjy'ego!' Powiedziałem 'Szybko, idziemy!' Szliśmy 163rd Street do Stebbins Avenue, wzdłuż Horseshoe Park. Gdy zszedłem po schodach na dół, zobaczyłem jego krew - o, Boże!''

Leżącym chłopakiem na ziemi w parku tego dnia był Cornell Benjamin a.k.a. Black Benjy, zaufany człowiek Melendeza. Ale zamiast zlinczować winnych tej zbrodni w odpowiedzi na nienawiść, wydarzenia przybrały inny obrót. Melendez, wezwał do zebrania się wszystkich liderów gangów, na pokojowy szczyt. To co się tam stało, wpłynęło na środowisko, a the Ghetto Brothers przekształcili się z bandy oprychów, broniących swojego terytorium, w społeczno-polityczną grupę, która organizując się położyła fundamenty pod Kulturę Hip Hop.

Na pierwszy rzut oka, historia Benjy Melendeza brzmi znajomo i nieskomplikowanie. Będąc jednym z głównych przywódców gangów Bronksu (Savage Nomads, Savage Skulls i the Ghetto Brothers), Benjy i jego zespół braci, ostatecznie zrezygnowali z życia w gangu, by skupić się na... Muzyce.


Orginalny skład zespołu the Ghetto Brothers:

Benjy Melendez - wokal.
Robert Melendez - brat wokalisty, gitara rytmiczna
Victor Melendez - kuzyn wokalisty, basista
Chiqui Concepcion - bębny ''Congas"
David Silva - liderująca gitara
Angelo Garcia - bębny "Bongos"
Franky Valentin - bębny "Timbales"

Ich muzyka, rdzenny latynoski rock, został nagrany niezależnie i zaginął, w masowych produkcjach lat 70., bardziej znanych twórców muzyki popularnej. Materiał z płyty Power Fuerza, został pominięty przez szerszą grupę odbiorców, znajdując uznanie tylko na loklanej scenie. Teraz po ponad 40 latach, jedyny album który kiedykolwiek nagrali, wspomniany 'Power Fuerza', został wydany ponownie przez Truth & Soul Records dla kolejnej generacji słuchaczy...

Podczas gdy inny anonimowy bohater Sixto Rodriguez (o którym opowiem już wkrótce), przedmiot filmu dokumentalnego ''Searching For Sugar Man'' (2012) reż. Malik Bendejelloul, był ukierunkowany w stronę stylu Boba Dylana, the Ghetto Brothers byli skupieni na brzmieniach w stylu 'staccato rhythm guitar', 'afro-cuban percussion', '60's funk', nagrywając przy tym wokale w rodzaju 'doowop-style vocals'. Ich żywioł to muzyka grana na żywo, stali się ekipą koncertową w rodzaju 'Sly and Family Stone' czy 'Mothers of Invention'. Grali psychodeliczny pop w stylu 'Vanilla Fudge', oraz klasyczny rock'n'roll taki jak 'The Beatles'. Wtedy to ich numer 'Ghetto Brothers Power' przypominający ''Wanna Take You Higher'' Sly & The Family Stone, stał się swoistym sprawozdaniem z ulic miejskiej strefy zero,  na których kamienice co dzień stawały w ogniu, padając ofiarą podpalaczy i masowej akcji wyłudzania pieniędzy, przez właścicieli nieruchomości od nowojorskich firm ubezpieczeniowych.

Oprócz tego na Power Fuerza jest wiele sentymentalnych odwołań, od 'boogaloo doo-wop' w 'I Saw a Tear', do 'brit-pop', 'cha cha cha' w 'There Is Something in My Heart'. Ale siła ich longplaya tkwi w spontanicznych jamach 'Got This Happy Feeling', który w pewnym sensie był prekursorem dla nagrań autorstwa Fela Kuti i post punkowej grupy The Feelies. Można odnaleźć w nich swoiste nawiązania do muzyki the Ghetto Brothers.

Powołując się na wydarzenia które opisuje Melendez, 'Got This Happy Feeling' (której reedycja równiej ukazała się nakładem Truth & Soul Records), okazała się nagraniem, nagranym w dość niecodziennych okolicznościach. Podczas tworzenia muzyki do albumu z inżynierem dźwięku nawiązała się swoista dyskusja:
'Mira' you got one more song, you gotta do it'
We don't have any more songs'
Listen, you got this Happy Feeling'
But I never finished the song
Man, just say anything (...)
So when you hear that I start laughing because I just said anything. - recalls Melendez
'Mira', masz jeszcze jeden kawałek, musisz go zagrać
Nie mamy już więcej kawałków
Słuchaj, masz przecież ten numer Happy Feeling
Tak, ale nigdy go nie skończyłem
Stary, po prostu nawijaj co popadnie (...)
Więc takim to sposobem gdy zaczynam się śmiać, to dlatego, że nie miałem już nic do powiedzienia - wspomina Melendez
Spontaniczny duch improwizacji, pozwolił Melendezowi i jego the Ghetto Brothers, zmieniać bieg wydarzeń, gdy doszło do konfrontacji, czego skutkiem była śmierć Cornell Benjamina. We fragmencie dokumentu "Flyin' Cut Sleeves" (1993) reż. Henry Chalfant & Rita Fecher, Melendez wyjaśnia motywy kierujące nim podczas zwołania liderów na pokojowy szczyt przy Hoe Avenue. Natomiast w książce ''Can't Stop Won't Stop: A History of the Hip Hop Generation'', autorstwa Jeffa Chang'a, jest zawarta wzmianka o tym, że jednym z liderów i uczestników tego spotkania w South Bronx Boy's Club, był Afrika Bambaataa, który zainspirowany wydarzeniami związanymi z tragedią the Ghetto Brothers, wkrótce zaczął organizować block parties i jamy w swojej części Bronsku, co większa liczba historyków kultury hip hop, potwierdzi jako wydarzenia fundamentalne dla rodzącej się idei gatunku.

Ciekawe są fakty ujawnione przez Melendeza, które opowiadają niespodziewaną prawdę o hip hopie, że chociaż ewolucja gatunku, który wydaje się być daleki od rocka i głównego nurtu kultury amerykańskiej, w znacznym stopniu uległ wpływom portorykańskiego rockera, który był z resztą z pochodzenia żydem.

''My family were descendants of marranos from Spain.''

''Moja rodzina była potomkami marranów z Hiszpanii.'' 
Opowiada Melendez, powołując się na obraźliwe słowa, do opisania Żydów ukrywających się w Hiszpanii i Ameryce Łacińskiej.

''My father would draw the curtains and read from the scriptures, then he would send us to the street to play on Saturday, so no one would get the impression that we were Jewish.'' 
"Mój ojciec zasuwał zasłony w oknach by czytać Pismo Święte. Potem wysyłał nas w sobotę na ulice, byśmy grali i bawili się, tak by nikt nie odniósł wrażenia, że jesteśmy Żydami."
W latach 80., Melendez udzielał się w synagodze południowego Bronksu.

"A woman in the synagogue asked my name and I said 'Meléndez' and she said, 'that's not Jewish, that's Spanish.' And I said 'what's your name?' and she said 'Epstein,' and I said, 'that's not Jewish, that's German.' She came up to me and apologized later."
"Jednego dnia w synagodze, pewna kobieta zapytała mnie w synagodze o imię, a Ja odpowiedziałem jej 'Melendez'. Ona odparła na to. 'To imię nie jest żydowskie, tylko hiszpańskie.' Zapytałem ją, 'jakie jest jej imię?'. A ona odparła 'Epstein'. Na to powiedziałem jej, 'to nie jest żydowskie imię, tylko niemieckie'. Później zwróciła się do mnie i przeprosiła mnie.''
Fascynacja Melendeza kalifornijskimi gangami motocyklowymi skłoniła go, aby wyznaczyć nowy trend i sposób ubierania się członków grup którymi kierował. Ten styl stał się standardem dla wewnętrznych gangów młodzieżowych lat 70-tych w Nowym Jorku. 

"One day I saw a film with some friends of mine called Hells Angels on Wheels. When I saw the Hell's Angels [rockers gang on the movie] and I saw their colors, I said I can do that!" - said Meléndez. "I went to the fabric store and bought some felt. I cut out rockers. I went to Harry's on Southern Boulevard, bought the letters, ironed them on to the rockers and then painted a logo on the felt and then everything was sewed onto the jacket. From then on, a lot of groups started to do the same thing."
"Pewnego dnia oglądałem z kumplami film Hells Angels on Wheels. Gdy zobaczyłem Hells Angels (rockowy gang motocyklowy, na filmie) i gdy zobaczyłem ich kolory, emblematy na kamizelkach, pomyślałem to jest to!" - mówi Melendez. "Odwiedziłem wtedy sklep z tkaninami, by kupić trochę filcu. Wyciąłem nasz projekt. U Harry'ego na Southern Boulevard, dokupiłem litery, wszystko razem połączyłem ze sobą, zgrzewając, by potem namalować logo na filcu, a całość przyszyć do kurtek. Od tego czasu wiele innych ekip zaczęło robić podobnie.''
Wielu weteranów miało skórzane kurtki. Mieli własne barwy wyszywane, bądź przyszyte na skórze. Więc ponieważ nie jeździliśmy na motocyklach, wrzuciliśmy nasze logo na dżinsowe kurtki Lee. Słynne określenie ''Flyin' Cut Sleeves'', Melendez przypisuje Black Benjy'emu, który obnosił się jako pierwszy, właśnie w tego typu kurtkach, z odciętymi rękawkami, z widocznymi barwami ekipy na plecach.

Lecz uczucie, którym Melendez darzył Hells Angels, osłabło gdy osobiście odwiedził ich siedzibę oddziału w East Village, South East Manhattan w Nowym Jorku, aby spróbować się przyłączyć...

''I found that later that they don't accept black members. When they told me that i was shocked and i just left.''
''Dowiedziałem się, że nie akceptują czarnoskórych i kolorowych. Gdy tylko to usłyszałem, wyszedłem zszokowany.''
Wkrótce po szczycie pokojowym przy Hoe Avenue, Melendaza odwiedził działacz Czarnych Panter - Joseph Mpa.

"He told me, why don't you take all this energy and do something constructive in the community, brothers can't be killing brothers" - said Melendez
"Powiedział mi wtedy, dlaczego nie skupiasz całej energii na robieniu czegoś kreatywnego, konstruktywnego dla społeczeństwa, bracia nie mogą się wzajemnie zabijać" - wspomina Melendez
"I had a meeting with the presidents, vice-presidents, warlords of all my divisions and I said 'I'm going to change the platform, brothers.' We're going to take off our colors, we're going to start wearing berets, and we're going to start cleaning our community, taking out the drug pushers, start giving out free food…"
''Miałem potem spotkanie z prezydentami, wiceprezydentami, dygnitarzami wojskowymi ze wszystkich moich oddziałów i powiedziałem im : "Zamierzam zmienić platformę działania, bracia - Pozbędziemy się naszych kolorów, zaczniemy nosić berety i będziemy ogarniać nasze społeczeństwo, likwidując narkomanów, dilerów, będziemy organizować darmową żywność..."

Wkrótce Melendez, rozpoczął długą współpracę z United Bronx Parents, społeczną organizacją prowadzoną przez lokalną ikonę Dr. Evelyn Antonetty (babcia Joe Conzo - przyp. kOOl MiKe), oraz związał się z działaczami walczącymi o niepodległość Puerto Rico. Gdy wsłuchacie się w "Viva Puerto Rico Libre'', z drugiego wydania albumu ''Power Fuerza'', można stwierdzić, że Melendez w przeciwieństwie do prototypowych Nuyoricans (emigrantów z Puerto Rico, zamieszkałych w Nowym Jorku), posiada dobrą znajomość języka hiszpańskiego, nadając temu improwizowanemu hymnowi, nutkę autentyczności, politycznej zaciętości, wymieszanej z salsą lat 70.

Mimo wszystko Melendez był uważany za główny motor siły napędowej w tworzeniu się ulicznego kolektywu i imprezowej atmosfery, która zainspirowała hip-hop, ale obrał inny kierunek, przez co brakowało mu zrozumienia rodzącego się fenomenalnego zjawiska.

"The Ghetto Brothers used to play every Friday night after the peace treaty, after the death of Black Benjy," said Meléndez
"The Ghetto Brothers zazwyczaj grali w każdy piątkowy wieczór, po pokojowym szczycie w The Boys Club, po śmierci Black Benjy'ego," - wspomina Melendez
"Afrika Bambaata saw this and took it to the next level. When I saw it for the first time, guys dancing, I looked at my brother, and said, 'they look like the Pentecostals because I saw them turning in circles, that's the way I saw them in church.' So my brother said, 'no Benjy, that's called hip-hop!' They looked at me and said 'what is wrong with you?'!"
"Afrika Bambaata widział to na własne oczy. Zainspirowany wyniósł to na inny poziom. Gdy zobaczyłem to po raz pierwszy, spojrzałem na mojego brata i powiedziałem, 'wyglądają jak ''Pentecostals'' (ruch zielonoświątkowców), ponieważ zbierają się w koło, widziałem ich jak robią to w kościołach.' Na to mój brat powiedział, 'Nie, Benjy, to się nazywa hip hop!' Spojrzeli na mnie i powiedzieli, 'coś z tobą nie tak, stary?'!"
Rockowa spuścizna w hip hopie jest starannie ukryta, ale w pewnym sensie oczywista. Można ją usłyszeć w jednym z pierwszych klasyków gantunku "Planet Rock'', gdzie krzyżują się dźwięki Kraftwerk "Trans Europe Express, Treacherous Three "Body Rock", The Strikers "Body Music", które przekonują do zawartego w nich rocka i elementów punk rocka. Ale to niewielki strzęp całości, tak samo jak rola Nuyoricanów i ich przyczynienie się do powstania graffiti, break dance i dj'ingu. Obie tezy znalazły swoje miejsce po fakcie.

Z początkim lat 80 hip hop szedł już własnym torem. Natomiast the Ghetto Brothers na nowo odnaleźli się jako potomkowie Beatlesów, w ekipie Street the Beat.

"We once opened up for Tito Puente as the Junior Beatles," said Meléndez
"Kiedyś zagraliśmy przed Tito Puente jako Junior Beatles," - wspomina Melendez
który zaczął śpiewać w ekipie już jako jedenastolatek, odtąd stale poświęcając się muzyce. Street the Beat grali covery Beatlesów w Green Village, na ulicznych skwerach. Powołując się na słowa Melendeza, grywali na prywatnych przyjęciach dla Rolling Stonesów, the Police czy hollywoodzkich celebrytów.
"Diana Ross walked up to me when I was playing and put $100 in my pocket!" he recalled.
"Diana Ross podeszła kiedyś do mnie gdy grałem i włożyła mi do kieszeni 100$!" wspomina
Od tamtych lat wszystko stawało się trudniejsze dla Benjy'ego, który obecnie jest po sześćdzieśiątce, cierpi na chorobę nerek, będąc dializowanym. Pracując przez ponad 30 lat dla United Bronx Parents, musiał się udać na chorobowe. Podczas lat pracy jako doradca społeczny, poznał i poślubił swoją drugą żonę Wandę, z którą ma szóstkę dzieci, oraz dwójkę z pierwszego związku. Mimo kłopotów ze zdrowiem Melendez jest entuzjastą, znacznego wzrostu zainteresowania twórczością The Ghetto Brothers. Publikacja autorstwa Jeff Chang'a "Can't Stop, Won't Stop A History of the Hip Hop Generation'', na nowo połączyła zespół, na spotkaniu w Seattle pod koniec 2004 roku, z okazji wydarzenia o nazwie "Experience Music Project", gdzie Melendez wraz z Bambaatą wspominali wydarzenia minionej dekady.


Nowy skład the Ghetto Brothers:

Benjy Melendez - liderująca wokal
Robert Melendez - gitara rytmiczna
Joshua Melendez (syn Benjy'ego) - liderująca gitara i basista
Hiram Melendez (syn Roberta) - bębny

Dziś to bardziej nostalgia, gdyż wzszsytko pozostaje w rodzinie.

"We have a totally different sound now, we practice in the studio constantly," said Meléndez. "We're hoping we can go on tour soon and record a new album."
"Mamy zupełnie inny styl. Teraz stale ćwiczymy w studio" wspomina Melendez "Mamy nadzieje, wyjechać wkrótce na tournee i nagrać świeży album."
Będąc zadowolony, gdyż w 1971 roku porzucił gang i kolory dla pokoju.

"I dropped the Savage Nomads and somebody else took over, and I dropped the Savage Skulls, because if I wore the jacket that said Savage I had to back it up. So I was a Dr. Jekyll and Mr. Hyde. As soon as I put on those denims I had to act out that name," said Yellow Benjy. "So I just stayed with the Ghetto Brothers."
"Porzuciłem the Savage Nomads i kto inny ich przejął. Porzuciłem the Savage Skulls, ponieważ gdy nosiłem kurtkę z kolorami Savage Skulls, musiałbym trzymać z nimi. Więc byłem jak Dr. Jekyll and Mr Hyde. Jak tylko wkładałem ich kolory musiałem być jak oni," opowiada Yellow Benjy. "Więc po prostu zostałem przy The Ghetto Brothers."