piątek, 14 lutego 2014

Recenzja - Graffiti Goes to East 1990-2012

Przez kilka ostatnich lat panował głód, niedosyt wśród wielu rodzimych writerów, z powodu braku fachowej książki, która w szczegółowy sposób opisałaby polską sztukę aerozolu od lat 90-tych, aż po lata w XXI-wszym wieku. Co prawda, na przestrzeni ostatnich lat, na rynku pojawiło się kilka godnych uwagi publikacji, jednak nie wyczerpujących w pełni tematu. Powstała pewna luka, wymagająca zapełnienia.

W grudniu 2013 roku w sprzedaży ukazała się książka pt. „Graffiti Goes to East 1990-2012” (wyd. Concrete, Whole City), która wiernie, bardzo skrupulatnie ukazuje ponad dwudziestoletnią historie polskiego graffiti. Możliwe, że jest to najobszerniejszy album graffiti na świecie, zawiera bowiem aż 656 stron! Jest to prawdziwa uczta, dla każdego zainteresowanego, który chce dokładnie zgłębić niezwykły, charyzmatyczny świat graffiti.

Ten album to nic innego jak podróż w czasie - sięga nawet poza ramy czasowe tytułu. Znajdziemy w nim zapiski, które tyczą się lat 80-tych, pierwszych pionierów graffiti, którzy przymykając niepozornie, zapisali się w historii, dając inspiracje następnym śmiałkom, którzy graffiti zaprowadzili na kolejne ścieżki, wyższy poziom. To właśnie te osoby, nie miały łatwego startu. Ograniczony dostęp do materiałów - szczególnie farb aerozolowych, hamował rozwój graffiti. Writerzy często musieli jeździć do innych krajów po farby, by móc potem na rodzimym gruncie tworzyć nową sztukę. Młodzi ludzie borykali się z problemami finansowymi. Za kieszonkowe od rodziców nie wiele można było zdziałać. Jednak pasja, stalowy zapał był tak ogromny, że writerzy nie dawali za wygraną. Mimo przeszkód, robili to co najbardziej lubili.

Na kartach albumu, dowiemy się również jak wyglądała historia graffiti w głównych miastach Polski. O tym, że graffiti miało swoje wzloty i upadki. Złota era tego zjawiska  minęła już wiele lat temu. Jednak writerzy są wciąż w grze. Graffiti nadal ewoluuje. Stara gwardia wciąż daje o sobie znać. To oni pokazują, że w graffiti nie ma granic. Wiek tu nie ma znaczenia. Trzeba też powiedzieć, że wiele osób porzuciło to zjawisko. Ale w miejsce ich, przyszły kolejne młodsze osoby. Uczą się od poprzedników, poziomem malowania potrafią zaimponować starszemu pokoleniu. Siłą rzeczy pasja łączy, a  rywalizacja o lepszy wrzut pcha graffiti do przodu. Ten album jest na to prawdziwym dowodem.

 Z kart tej wielkiej księgi dowiemy się jak wyglądały przebiegi akcji malowania, szczególnie tych nielegalnych. Writerzy opowiadają jak w przeciągu lat zmieniła się sytuacja na mieście i na yardach. Mówią także o urokach zagranicznych wypadów. Autorom albumu udało się uzyskać relacje od zagranicznych artystów, którzy w beztroskich latach 90-tych odwiedzili kraj nad Wisłą. To m.in. „Steak” i  „Kobolt” z Berlina zaczarowali polską scenę graffiti, w swoich dzikich wyprawach trabantem pt. "Graffiti Goes East” po  Europie. Nie bez powodu, ta nazwa stała się tytułem tego albumu.

Ten album, został napisany przez samych writerów. I dobrze, że tak się stało. Bo oni najlepiej wiedzą "z czym to się je". Osoba nie interesująca się zjawiskiem, mogłaby tylko powierzchownie uchwycić o co w tym naprawdę chodzi. Nie mam tu na myśli tylko kwestii samego malowania, ale całej otoczki temu towarzyszącej, ryzyka wynikającego z nielegalnej „bomberskiej” działalności.

Sposób patrzenia na różne sprawy, może wybiegać poza tok rozumowania zwykłego śmiertelnika. Czy ktoś mógłby pojąć, że graffiti może tak pochłonąć człowieka, iż gotów jest w razie wpadki pójść do więzienia, zapłacić wysokie kolegium, bądź nie zdać do następnej klasy? .... I pomyśleć - za cenę kilku liter. I nasuwa się też pytanie... Graffiti, to sztuka czy wandalizm? Pada ono nierzadko. Album nie daje na to konkretnej odpowiedzi. Każdy jego posiadacz sam musi na to pytanie odpowiedzieć. Szkoda trochę, że autorzy bardziej nie pofatygowali się na poruszenie tego problemu. Oczywiście jest to tylko moja osobista sugestia.

Szczera opowieść o tych wszystkich sytuacjach, jest wielkim atutem tego albumu. Nikt tu z niczym się nie kryje. Historie są naprawdę niesamowite. Autorzy konkretnie się napracowali. Owoc ich pracy jest  z pewnością wart zainteresowania, bo ciężko znaleźć słowa krytyki. Może nie wszystko zostało zapisane, ale z drugiej strony przecież są też jakieś granice. Autorzy sprostali zadaniu. Nie ma tu o czym gadać.

Grzech wielki dla każdego writera, który jeszcze nie posiada tej publikacji. Ja z ręką na sercu polecam i  mam nadzieje, że za ileś lat autorzy podejmą właściwą decyzje i zaproponują nam drugą część wydawnictwa.

Autor: Bundzol

more info: Graffiti Goes East

1 komentarz:

SADI pisze...

ja już posiadam i polecam tym, którzy wahają się z kupnem. Pamiętajcie,że nakład pewnego dnia się wyczerpie. Proponuję, aby autor czy wydawca książki zastanowili się wspólnie na publikacją w języku angielskim, bo podejrzewam,że oprócz oglądania obrazków cały świat powinien przeczytać to co jest w "Graffiti Goes East 1990-2012", aby być świadomym,że polskie graffiti ma bogata historię...