środa, 20 lutego 2013

Historia hip hopu z małego miasta Góra. Część Pierwsza - Graffiti Art.

Prezentujemy artykuł "Historia hip hopu z małego miasta Góra", autorstwa Eryka Koziołkowskiego (Bundzol), który pierwotnie ukazał się na łamach "Kwartalnika Górowskiego".


Najstarsze, wyryte na cegłach i kamiennych blokach napisy w Górze odnaleźć można na ścianach kościoła św. Katarzyny. Pochodzą one z końca XVII.


Zaraz po zakończeniu II wojny światowej w Górze na ścianach budynków pojawiły się malowane farbą napisy. Dowodem na to jest przypadkowe odkrycie z 1998 roku – w byłej Szkole Podstawowej nr 3 przy ulicy Poznańskiej, w okresie prac remontowych natrafiono na wykonany farbą rosyjski napis. Został najprawdopodobniej wykonany przez jednego z żołnierzy radzieckich. Po przetłumaczeniu na język polski, można odczytać następujący tekst: „Okres wojny w Europie skończył się, zaczął się nowy okres spokojnego/pokojowego rozwoju.”

Wg relacji jednego z mieszkańców Góry – po wojnie napisy na murach pojawiały się bardzo rzadko, ponieważ nie było farb. W związku z tym zdarzało się nawet, że do malowania niektórzy ludzie używali wapna. Pisano na murach różne treści, które były odbiciem nastrojów społecznych, reakcją na wydarzenia polityczne takie jak np. referendum w 1946 roku, kiedy na ścianach pisano: „3 x nie!” lub „Precz z komuną” itp. Większość pojawiających się haseł było skierowanych przeciw reżimowi komunistycznemu, który został narzucony wbrew woli społeczeństwa. W taki to właśnie sposób Polacy manifestowali swój sprzeciw wobec ówczesnej władzy. Jeden z najstarszych mieszkańców Góry wspominał:
„W 1949 zamieszkałem przy dawnej ulicy Kapitulacyjnej (obecna ul. M. Konopnickiej). Kiedy żołnierze radzieccy wyprowadzili się do Legnicy, bloki zostały puste. [...]. W piwnicach był areszt dla żołnierzy, na ścianach były wyryte i namalowane napisy niecenzuralne po rosyjsku.”
Przez cały okres PRL-u w Górze od czasu do czasu pojawiały się na ścianach malowane farbą napisy przeciw władzy komunistycznej. Zwykle miały one krótki żywot, gdy zostały dostrzeżone przez Służbę Bezpieczeństwa, były usuwane. Najwięcej napisów na murach malowano w latach 80-tych przed i po wprowadzeniem stanu wojennego. Działacze „Solidarności” pisali na słupach, tablicach ogłoszeniowych hasła m.in. o treści: „Wolność słowa, myśli”; „aby Polska była Polską”; „Jeszcze Polska nie zginęła kiedy my żyjemy” czy „Zamiast liści, będą wisieć komuniści” itp.

Malowaniem na murach, zajmowały się także dzieci. W latach 70-tych telewizja polska wyemitowała film: „Znak Zorro”, który przyczynił się do powstania znaków typu „Z” lub „Zorro” w wielu miastach Polski, jak i również w Górze. Dzieci malowały serca na murach, koperty, które związane były z jedną z podwórkowych zabaw, która dziś jest już zupełnie zapomniana.

Na początku lat 90-tych w Górze można było zaobserwować różne subkultury młodzieżowe. Środowiska punków i skinów często malowały różne hasła, symbole ideologiczne swoich subkultur. Przez jakiś czas na pomniku na rynku widniał namalowany przez nieznaną osobę czarnym sprejem najbardziej znany anarchiczny symbol: litera „A” wpisana w okrąg. Inne napisy z tamtego czasu to: „Polska dla Polaków” – wkrótce ktoś dopisał obok – „Lecz nie dla Skinheadów”, „Skin uratuje Polskę” – a po dopisaniu obok – „A kto uratuje skina?”. To tylko fragment historii, który obrazuje działalność tamtych środowisk, które zaciekle między sobą rywalizowały. Oprócz tego, w tamtym okresie często pojawiały się napisy gloryfikujące zespół „Depeche Mode”. Przeciwnicy pisali zaś: „Depeche Mode to syf” lub „Depeszowca wal z gumowca”.

W połowie lat 90-tych wraz z rodzącą się kulturą hip-hopu w Górze pojawiło się na ścianach nowe graffiti „literowe”. Pierwszymi górowianami, którzy wykonali tego typu graffiti byli dwaj bracia, którzy niegdyś mieszkali na osiedlu Kazimierza Wielkiego. Byli nimi „Zert” (później jako „Ose”) oraz „Ka” (pierwszy tag – „Dog”). „Ose” tak zapamiętał tamten czas:
„Spodobało mi się graffiti gdy je po raz pierwszy ujrzałem. Mój kuzyn pochodził z Poznania, malował tam graffiti. Domowymi sposobami przerabiał końcówki do sprejów, żeby np. fat capa zrobić. Dał mi i mojemu bratu impuls do działania. Mieliśmy gazety, w których widzieliśmy graffiti. W Poznaniu można było zobaczyć wrzuty na ulicach, osiedlowe klatki, windy w blokach były całe zatagowane. Sam zacząłem coś tworzyć. Miało się kartkę, długopis, ołówek i do dyspozycji litery alfabetu. Siedziało się godzinami, ażeby coś fajnego z liter można było wykombinować.”
Około 1995 roku zainspirowani malunkami z Poznania, gazetami „Ślizg” oraz „X- Team” wykonali we własnym bloku, w piwnicy pierwsze nielegalne graffiti. Powstała tam prosta literowa praca – „FUNKY” – namalowana przez „Doga” oraz praca „Soer” – namalowana przez „Ose”, która była kopią wrzutu ze „Ślizgu”.
Jeden z pierwszych górowskich wrzutów -FUNKY, Osiedle K. W-go , około 1995 rok
Głównie za sprawą „Osego” i jego brata na osiedlu Kazimierza coraz częściej pojawiały się tagi. Pewnego razu postanowili, że namalują z kuzynem graffiti w Poznaniu. „Ose” tak to zapamiętał:
„Pojechaliśmy do naszego kuzyna. Niedaleko poczty w Poznaniu, w pobliżu obwodnicy upatrzyliśmy ścianę, którą chcieliśmy pomalować. Mieliśmy spraye i zwykłą farbę w wiadrze. Wałkami malowaliśmy wrzuta. Pamiętam, że braliśmy jakieś duże opony od samochodów, dzięki którym mogliśmy wyżej sięgnąć farbą, po to żeby po skończeniu nasza praca była większa, lepiej widoczna”.
W 1997 roku zostały namalowane dwa wrzuty na murze boiska na osiedlu Kazimierza Wielkiego. „Ose” wraz kuzynem z Poznania o ksywce „Sid” stworzył w biały dzień dwie prace - „WRITER” oraz „SID”. Zaraz po tym „Ose”, w pobliżu Liceum Ogólnokształcącego nr 1, na murze namalował kolejną pracę „ZERT”. Były to najprawdopodobniej pierwsze wykonane „srebra” w górowskim plenerze. W ślad za „Ose” i jego młodszym bratem poszły kolejne osoby z Góry, od tego czasu rozpoczął się okres „literowego” graffiti w Górze.

Najprawdopodobniej pierwszy „legal” i zarazem komercyjne graffiti zostało namalowane przez „Osego”, w 1997 lub 1998 roku na osiedlu Kazimierza (zlecenie dla solarium). „Kolor” na ścianie widniał kilka lat, aż w końcu został zamalowany.

„Ose wraz z kolegami ze szkoły stworzył w 1998 roku pierwszą w Górze ekipę malującą graffiti. „O.C.Z.E.” – nazwa powstała od skrótów tagów członków tej załogi: „OSE”, „CMS”, „ZWS”, „ESO”. Pierwszy wrzut powstał na ścianie sali gimnastycznej Zespołu Szkół Zawodowych w biały dzień, bez zgody władz szkoły. W późniejszym czasie grupa „O.C.Z.E.” wykonała kilka wrzutów i uprawiała aktywnie w mieście tagging. Potem Ose porzucił malowanie i zajął się tworzeniem muzyki rap, a jego ekipa z biegiem czasu rozpadła się.

Pierwszy wrzut O.C.Z.E na sali gimnastycznej Zespołu Szkół w Górze, 1998 rok 
Rodzące się w Górze graffiti inspirowało coraz więcej młodych osób. Wielu chciało spróbować czegoś nowego, zostawić po sobie ślad, który będzie widoczny przy codziennym chodzeniu po mieście. W 1997/1998 roku przybyło nowych tagów i wrzutów, które coraz częściej wtapiały się w krajobraz miasta. Do Góry przyjeżdżali writerzy z zewnątrz, którzy tagowali i tworzyli w niektórych miejscach pojedyncze wrzuty. Ekipa „X-BZ”z Leszna, writerzy z Poznania – „Armenia”, „Kowal” i inni. W początkowym okresie, nikt nie przypuszczał, że graffiti rozwinie się na szerszą skalę w Górze. Pierwsze grupy graffiti nie malowały często, gdyż miały problem ze zdobyciem pieniędzy na farby. Ich prace pojawiały się w mieście sporadycznie. Górowskie graffiti nabrało dużej popularności pod koniec lat 90-tych, dzięki rosnącemu w siłę ruchowi hiphopowemu. Prawie każdy, poważniejszy malarz z tego okresu identyfikował się z nim. Słuchał muzyki rap, chodził ubrany w szerokie spodnie, bluzę z kapturem, bejsbolową czapkę. Młodzi ludzie chcieli udowodnić, że graffiti może zaistnieć nawet w taki mieście jak Góra. Miało ono także podkreślić istnienie nowego pokolenia, które różniło się od poprzednich subkultur w Górze. Nowe środowisko chciało również pokazać, iż oprócz muzyki rap, graffiti jest istotnym elementem kultury hiphopowej. Jednak wiele wydarzeń z tego okresu, odbywało się spontanicznie. Starsze pokolenie nie zawsze akceptowało zjawiska graffiti. Część właścicieli budynków, najchętniej sama wymierzałaby sprawiedliwość. Wielu młodych ludzi, nie zaangażowanych w malowanie tolerowało graffiti. Zauważali, że ich rówieśnicy poświęcają swój czas na malowanie, a nie na inne negatywne zajęcia. Szare i ponure miasto dla młodych ludzi nabrało nowych kolorów, sprawiając że otoczenie stało się ciekawsze od zwykłych monotonnych ścian.

Jedną z pierwszych osób malujących graffiti był Dawid R., który znajduje się od wielu lat na emigracji w Hiszpanii. Swoją krótką przygodę z graffiti zapamiętał tak:

„Zainspirowały mnie ogólnie klimaty Berlina oraz meksykańskie graffiti – głównie widziane na filmach gangsterskich. Wychowałem się na czarnym rapie. Oprócz tego lubiłem czasem pojeździć na desce z kumplami, ale pewnego dnia miałem czołowe spotkanie z Fiatem 125 p, które zakończyło się połamaną deską, zwichniętym nadgarstkiem i spodniami stuningowanymi przez asfalt. Swoje pierwsze graffiti wykonałem w roku szkolnym, gdy chodziłem do Liceum Profilowanego. Był to czas w którym nie każdy chodził z telefonem i aparatem cyfrowym w kieszeni. Pamiętam, że ledwo co udawało mi się uzbierać pieniądze na puszki. Moje pierwsze graffiti zrobiłem na Przychodni (ul Armii. Polskiej), zaraz za nieistniejącym już kioskiem. Okazało się później, że moją pracę uwieczniono na pierwszej stronie Górowskiego ABC bądź Gazety Górowskiej. Nielegalny wrzut: BUCK SHOT – był 3 kolorowy, jaskrawy z cieniami. Był malowany w nocy, w pośpiechu. Okazał się dobrą robotą i według wielu był jednym z pierwszych górowskich wrzutów w mieście. Namalowany wrzut często podziwiałem z okna, z mojej klasy informatycznej, z budynku ZSZ. Muszę przyznać, że miałem extra satysfakcję. Z drugiej strony, pamiętam że chodziłem też przez to mocno zestresowany, bo wszyscy o tym mówili. Jednak nie miałem przez to kłopotów, bo pod spodem były już wcześniej jakieś bohomazy. Stwierdzono, że zostało to tylko upiększone. Pomimo, że był to wrzut około 2m/5m i uderzał mocno w oczy. Nie był to styl porównywalny do obecnych. Ale niewątpliwie był on jednym z pierwszych...
Niedługo po tym namalowałem kolejnego wrzuta. Był to kolorowy ICP (Insane Clown Posse) na murze stawku, przy bunkrach w pobliżu LO. Przy tej robocie dojrzał nas jeden z polityków górowskich Pan Pluta, ale nie sądzę, że rozpoznał nasze twarze. Niestety mur został szybko zdewastowany. Więcej nie wykonywałem graffiti, po tym jak okazały się tak dobre projekty stwierdziłem, że sam malując nielegalne narobię sobie biedy. Moja zajawka wyblakła wraz z moim graffiti – pozostała jedynie muzyka, aż do dziś”.
MAK-VSHIT,ul Zielona 2001 lub 2002
Na murze obok stawku, oprócz „ICP” powstało parę innych kolorowych wrzutów, które wszystkie razem tworzyły minigalerię. „ZAJKA”, „RAP”. „CLOCK” i wspomniane „ICP” zdobiły mur w pobliżu LO. „CLOCK” był bardzo niechlujny, został wykonany przez dwie młode dziewczyny: Aleksandrę J. i Martę M. To właśnie im przypisuje się zrobienie pierwszego „damskiego” wrzuta w Górze. Prace na tym murze zainspirowały wiele osób, które swoje początki z graffiti zawdzięczają pierwszym górowskim wrzutom. „Sop” zafascynowany tym, założył grupę „BRS” (Brothers) jesienią 1998 roku. Tak zapamiętał tamten czas:

„Pierwsze szkice graffiti wykonałem już w szkole podstawowej to był najprawdopodobniej początek 1998 roku. Kiedy trafiłem do liceum zajawka bardziej rozwinęła się pod wpływem pracy „Buckshot” i prac koło stawku, a później legalnymi pracami koło wieży ciśnień. Pamiętam, że całe zeszyty miałem pobazgrane różnymi projektami. Zanim tak naprawdę powstała ekipa to razem z AMK chodziliśmy po mieście i kreśliliśmy throw-up’y i tagowaliśmy gdzie się da. Pamiętam, że dzięki temu zostałem rozpoznawalny w środowisku. Miałem paczkę znajomych, których nie trudno było namówić do współpracy. Założyłem ekipę BRS. Nazwę ja wymyśliłem. Wszystkie projekty wychodziły spod mojej ręki. Podczas akcji, ja przeważnie kreśliłem litery, a pozostali członkowie ekipy wypełniali litery. Najczęściej był to PAW. Pierwszy nasz wrzut: TEAM powstał jeszcze zanim oficjalnie założyliśmy ekipę. TEAM powstał najpierw jako throw-up, bo takie było zamierzenie, a dopiero na drugi dzień był wypełniony chromem, ponieważ spodobało nam się jak wyszedł throw-up. Później powstała nazwa BRS i pierwszy wrzut z tą nazwą powstał na kortach.”

Ekipa „BRS” była aktywna w tamtym czasie. Pierwszą legalną produkcję wykonała w salonie gier, który niegdyś mieścił się w Domu Kultury. Później powstawały kolejne prace dla prywatnych właścicieli budynków oraz np. dla byłego „sklepu motoryzacyjnego”. W zamian za wykonaną pracę – reklamę, chłopaki mieli zawsze upust od szefa sklepu, gdy przychodzili po farby w sprayu. Grupa „Brothers” działała do końca 1999 roku.
BRS Crew, Zespół Szkół w Górze, 1998
Latem 1998 roku na osiedlu Kazimierza Wielkiego powstała ekipa „K.E.K” (Kita, Eryk, Kary), która rozpoczęła skromną działalność na swoim osiedlu, tagując markerami i zwykłymi farbami, a zakończyła na namalowaniu jedynego srebra zimą – „ZNR” (Zajawka Na Rolki) w 1998 roku. Zaraz potem „K.E.K” przestał istnieć. „Kary” porzucił malowanie, a „Kita” i Eryk poszli własnymi ścieżkami i dalej malowali graffiti. W 1998 roku powstała jeszcze kilkuosobowa ekipa „SBR” Pierwszy ich wrzut powstał na górowskim LO. Grupa podczas malowania wrzuta, przez brak ostrożności doświadczyła pewnej nieprzewidzianej sytuacji, o której wspomina jeden ze świadków: 
„Postanowiliśmy, że zrobimy SBR na górowskim LO. Było tak strasznie ciemno, że nawet nie widzieliśmy prawie co malowaliśmy. Ktoś wpadł na pomysł, żeby zapalniczkami podświetlić ścianę. Okazało się że wrzut zaczął mocno jarać się, zamiast w writerów, to w strażaków musieliśmy bawić się.”
W 1999 roku graffiti w Górze rozwinęło się na większą jeszcze skalę, przybyło kilka nowych ekip. Wrzuty, tagi na mieście powstawały jak grzyby po deszczu. Rozpoczęła się wielka fala taggingu. Powstała formacja „CR” - (Ceremonia). Głównymi writerami tej załogi byli „DWR” i „DWC”. Pozostałymi członkami byli: „Maze”, „OMS”, „T-Raz”. Później writerzy powołali równocześnie projekt „3ASK”, który oprócz malowania graffiti, skupiał się na tworzeniu rapowych utworów. „DWR” jednak nie rapował. Chłopaki z „CR” wykonywali sporą ilość nielegalnych prac w mieście, aż w końcu zainteresowała się nimi górowska policja. „DWC” relacjonuję:
„Malowanie to był hardcore. Wiele razy policja nas ganiała. Raz złapali DWR’a. Ja uciekłem i udało mi się schować w krzakach. Mimo, że policjanci świecili mi po oczach latarką, to i tak mnie nie zauważyli. Poszukiwali grupy CR i 3ASK. Robili jakieś dochodzenie. Wyszło tak, że po tygodniu, wszyscy znaleźliśmy się na Komendzie. Policjanci bystrzy nie byli. Wcisnęliśmy im kit, że jesteśmy niewinni i cała sprawa uszła płazem.”
2011 r.
Chłopaki nie przestraszyli się Policji i kontynuowali to, co najbardziej lubili. Liderzy „Ceremoni” później zmienili dotychczasową nazwę „CR” na „JPK” (Jakość Poziom Klasa). Poznali jednego writera o ksywce „Shone” ze Wschowy, który razem z chłopakami chodził na nocne akcje w Górze. Pewnego razu chłopaki z „JPK” wpadli na pomysł, żeby wykonać nielegalnie graffiti we Wschowie. ”DWC” wspominał: 
„Postanowiliśmy, że rowerami wybierzemy się do Wschowy, ażeby namalować wrzuta: JPK. W plecaki schowaliśmy farby i pojechaliśmy w kierunku Wschowy. Przy samym wjeździe do miasta upatrzyliśmy sobie ścianę. Najpierw złaziliśmy całe miasto oglądając wrzuty miejscowych graficiarzy i tagując całe miasto, Potem postanowiliśmy wrócić na wcześniej upatrzoną ścianę i namalować tam wrzuta JPK. Gdy dotarliśmy do ściany naprzeciwko była chyba stacja paliw lub inny obiekt na której pracował jakiś mężczyzna, malując obawialiśmy się, że zadzwoni na Policję, wpadliśmy na pomysł, że napiszemy sobie pozwolenie na kartce z fałszywym podpisem i poszliśmy do gościa pokazać pozwolenie, koleś po zapoznaniu nie robił już nam kłopotów. Malowaliśmy wrzuta i jak jeździły samochody, ale staraliśmy się być ostrożni i takim sposobem udało nam się namalować w biały dzień graffiti w obcym mieście”.
W 1999 roku dwaj koledzy „MCA” (potem jako „Mozer”) i „Fone” (potem chyba „SA”) postanawiają założyć ekipę „USC” (Up-Side Crew). Pierwszy wrzut tej ekipy powstał na wieży kolejowej, a następny jako „SHOCKWAVE” na ścianie budynku byłego kina. Od tamtej pory rozpoczęła się tzw. „FONOMOZEROMANIA”, writerzy nieustannie malowali w mieście. W 2000 roku „USC” przekształciło się w „OVT” (Original Vandal Team), a rok później formacja przestała istnieć. „Fone” przestał malować, a „Mozer” zmienił taga na „Mak” i wciąż zaangażowany był w graffiti.
OVT, ul. Podwale
Inna ważna ekipa powstała w 1999 roku, to „HC” (Haotic Clan), w składzie: „SO7”, „CO2”, „Kerm”, „Dods”, „Fres” i „Sop” jako „Star”. Liderem ekipy był „SO7”, który pierwszego swojego wrzuta namalował już w 1998 roku. W mieście wykonywał on największą ilość wrzutów. Niektórym osobom nie podobała się współpraca z „SO7” i w wyniku różnych wewnętrznych konfliktów, niektórzy członkowie opuścili „Haotic Clan”. „Star” wspomina:
„Wydaje mi się, że zawiązanie i rozwiązanie ekipy odbyło się w przeciągu 2 czy 3 dni, ponieważ SO7 sam w jedną noc namalował chyba 12 prac, co nam się nie spodobało, że postąpił tak samolubnie i skończyło się na tym ,że część z nas opuściła skład Haotic Clanu”.
Mimo, że skład wykruszył się, writer „SO7” z „CO2” dalej malowali nielegalnie jako „HC”. Lider postanowił zmienić swojego taga na „Amok”. Wrzuty „HC” dominowały w wielu miejscach miasta. Zdarzały się przypadki, iż sami właściciele budynków wyznaczali nagrody pieniężne dla tych którzy pomogą ustalić sprawców nielegalnych malunków.

Około 2000 roku w Górze, za dnia powstał najprawdopodobniej pierwszy wrzut na wagonie towarowym w Górze. „ZMR” kolega „Amoka” wspomina:
„Kumplowałem się z Amokiem. Chodziłem z nim na akcje, zazwyczaj chodziłem na czaty, on nakreślał litery. Czasem pomagałem mu wypełniać. Uciekało się przed Policją nie raz. Jak nas przyuważyli to zawsze uciekaliśmy do Bachusa, do byłej dyskoteki na ul Piastów. Wpadaliśmy tam i zawsze całe ręce mieliśmy umazane w farbie. Pewnego razu wybraliśmy się na PKP górowskie. Na bocznicy stały podstawione wagony towarowe. Ja stałem na czatach i z tego co pamiętam to Amok wrzucił bombkę HC. Był on pierwszym gościem w Górze, który pomalował wagon towarowy”.

W 1999 roku powstała kolejna ekipa malująca graffiti: „SQC” (Sequel Crew), a później jako – „WNB” (We Not Broken). Była to najliczniejsza grupa w Górze, ponieważ zrzeszała ponad 10 osób. Jednak w rzeczywistości kilku członków tej grupy było odpowiedzialnych za malowanie graffiti. „Mad” jeden z członków „SQC” wspominał:
„Było nas trochę, ale wiesz, niby każdy był, ale parę osób było tylko zaangażowanych w malowanie. Niektórzy tylko po prostu świrowali pawiana. Jeden z członków kserował prace ze Ślizgu i za to go nie lubiliśmy. Z drugiej strony musiał zostać w ekipie, bo załatwiał farby do malowania”.
Miejscem spotkań grupy było najczęściej boisko Szkoły Podstawowej nr 3 (obecnie „Orlik”). W pobliżu tego miejsca powstało najwięcej prac tej załogi. Podczas trwania jednego z melanży członkowie tej ekipy wybrali się z farbami na górowskie PKP. Jeden z członków „SQC” wspomina:
„Poszliśmy malować wagon towarowy. Było nas kilku na tej akcji. Ktoś później ze znajomych mówił mi, że w Lesznie widział naszego wrzuta stojącego na torach. Jeden z członków naszego składu, widział nasze wypociny na stacji Mikołajów Wrocław. Była to srebrna praca. Pamiętam, że braliśmy mój rower, który oparliśmy o wagon, żeby móc na nim stanąć i malować. Mogło to być około 2000 roku”.
W roku 1999 nastąpił wielki „boom” na graffiti w Górze. Miasto od tego momentu znacząco zmieniło swój wygląd. Coraz rzadziej było można spotkać ścianę, która jeszcze nie została tknięta farbą w spreju. Wytagowane były klatki schodowe, budki telefoniczne, znaki drogowe, a w pokojach niektórych writerów znajdowało się naturalnie graffiti.
NUTA, sklep muzyczny, Street Terror , 2000 rok
W jednej z klatek schodowych na osiedlu Kazimierza, można było naliczyć kilkaset tagów wykonanych markerami. Tego roku powstało też kilka kolorowych, legalnych prac. Pod koniec 1999 roku przybyło kilka nowych ekip graffiti. Na osiedlu Kazimierza Wielkiego powstała kilkuosobowa ekipa „OSB”, której liderem był „EBS”, a mniej więcej rok później grupa „JGT” (Junior Ghost Time). Na Korczaka powstała ekipa „HD2 Crew”, później jako „ZSK” (Złoty Skład Korczak) i „KR” (Korczak Reprezent). Około 2000/2001 roku powstają kolejne: „ST” (Street Terror), w której skład weszli przeważnie byli członkowie ekipy „Haotic Clan” oraz „UT” (Underground Team), którego cześć członków założyła w późniejszym czasie dwuosobowy skład „TW” (Twoja Wyobraźnia). Na Piastowie powstała ekipa „CZB” (Chłopaki Z Bloku). Mniej więcej w tym samym czasie powstała też grupa „UCA” (Uliczka) w składzie: „KuŚ” oraz „CUK” i inne mało aktywne składy. Około 2002 roku malowaniem po ścianach zajmowały się „Truskawy”. Dwie dziewczyny: Ania i Karolina działały skromnie i krótko, ale to dzięki nim powstała pierwsza dziewczęca grupa malująca graffiti w Górze. Wszystkie wymienione grupy zazwyczaj koncentrowały się na malowaniu nielegalnych wrzutów i miały krótki żywot. W większości przypadków, członkowie woleli wydawać pieniądze na alkohol i narkotyki niż na farby w spreju.

Można stwierdzić, iż od 1999 do 2002 roku najaktywniejszymi writerami w mieście byli „Amok” i „Mak”. To oni byli odpowiedzialni za największą ilość produkcji w Górze. W 2001 „Amok” (później jako „Imho”) i „Mak” założyli ekipę „Vandal Shit”, która stała się dominującą ekipą w mieście. Od tego momentu nastąpił bardzo owocny okres w działalności tej grupy. Zimą w 2001 lub 2002 roku został pomalowany po raz pierwszy autobus na dworcu PKS w Górze. Osoba stróżująca, która nie dopilnowała swych obowiązków, ponoć straciła prace. Drugi autobus został pomalowany w Górze na obwodnicy, naprzeciwko „Drozda” w 2004 roku. Policja powiadomiona przez jednego z mieszkańców szukała sprawców, przesłuchiwała niektóre osoby, lecz bez żadnego rezultatu.

Pierwszy pomalowany autubus w Górze. 2001 lub 2002 rok
„Amok” oprócz malowania w Górze, zajmował się malowaniem graffiti w innych miastach. W Głogowie, można było znaleźć kilka jego sreber na ścianach. „Amok” był pierwszym writerem z Góry, który w innych miastach malował pociągi osobowe. Wykonał ponoć 8 prac na pociągach. Z tego co wiadomo, „Amok” odwiedził jardy w Głogowie i Rawiczu. ”ZMR” wspomina:
„Uczestniczyłem kiedyś w akcjach, które miały miejsce poza Górą. Pewnego razu wybrałem się z Amokiem do Głogowa, ażeby pomalować pociąg. Wtedy spotkaliśmy się z głogowskimi writerami przed akcją. Pod osłoną nocy Amok wykonał srebrnego panela, a chłopaki z Głogowa wrzucali kolorową pracę. Było spokojnie, nie było żadnego przypału. Akcja zakończona pełnym sukcesem. Jednak inaczej się potoczyły sprawy w Rawiczu. Pewnego dnia koleżanka z Góry podwiozła nas tam samochodem. Byliśmy na dworcu PKP wraz z puszkami, które miały zostać opróżnione na pociągu osobowym. Była noc. Gdy tylko zbliżyliśmy się do pociągu, okazało się że w naszą stronę niespodziewanie uderzyło światło halogenu. Zostaliśmy namierzeni przez Sokistów, którzy chcieli nas za wszelką cenę dorwać. Musieliśmy błyskawicznie uciekać z jardu, przez jakieś łąki, pola. Hardcore był wielki. Później, na nasze szczęście, zamknął się w odpowiednim momencie szlaban na przejeździe kolejowym. Został wstrzymany ruch samochodowy. Ostatnią deską ratunku dla nas okazał się stojący samochód ciężarowy Jelcz, na którego przyczepę potajemnie weszliśmy Nikt nas nie zauważył. Nie wiedzieliśmy w którą stronę ten samochód odbije, czy na Lubin czy na Górę. Jednak wyszło tak, że szczęśliwie znaleźliśmy się w swoim mieście. Akcja nieudana, ale dobre było to, że nas nie złapali.”
Graffiti na młynie w Górze, 2011 r.
Byli też inni writerzy, którzy snuli plany, by móc pomalować pociąg. Wielu jednak zrezygnowało z tego pomysłu ze względu na grożące, poważne konsekwencje prawne w wyniku „wpadki”. Amok wspominał tak:
„Mieliśmy malować w Rawiczu na pociągu wrzuty. Mój były ziomek, stanął przy samym pociągu i ze strachu nie mógł wykonać żadnej kreski. Miał niesamowitego pietra." 

Po „Amoku”, „Reim” był drugim writerem z Góry, który wrzucił kilka „hardcorowych” „paneli” na pociągach osobowych.W 2002 roku sensację w kręgach writerów wywołały 3 wrzuty, które powstały na dachach bloków mieszkalnych na ul Głogowskiej: „Sunie KIT” , „VS” i „Z.P.M.” „Kit” writer urodzony w Górze, ale mieszkający w Poznaniu wg niektórych pogłosek malował kolejki metra w różnych krajach Europy. Rok później na dachu bloku pojawił się „Reim”, który tak wspomina tamte wydarzenie:
„Weszliśmy do bloku. Musieliśmy być bardzo cicho, chodzić jak na paluszkach, żeby nikt nie mógł nas usłyszeć. Było to około północy. Weszliśmy na dach bloku. Miałem w plecaku puszki i patrzyliśmy co dookoła nas się dzieje. W sąsiadujących blokach, w niektórych oknach naprzeciw nas paliły się światła w pokojach. Byliśmy tym wystraszeni, że ktoś może nas zobaczyć. Ale jednak trzymaliśmy rękę na pulsie. Musieliśmy przeciągać żelazną drabinę z dachu na dach i spuścić ją potem, żeby móc się dostać do upragnionej ściany. Nieźle ważyła. Narobiliśmy przez to lekkiego hałasu. Jak to udało nam się zrobić, to przystąpiłem do malowania. Pamiętam, że na drugi dzień po akcji, spotkałem koleżankę w drodze do szkoły. Mówiła, że ktoś jej dach pomalował. Słyszała jakieś hałasy w nocy. Myślała że to coś u sąsiada się dzieje. Jednak myliła się...”
VS, ul Poznańska, 2001 lub 2002 rok
Writerzy zawsze cenili sobie akcje, które cechowały się wysokim stopniem ryzyka. Pierwszą „hardcorową” akcję, w 1999 roku przeprowadzili członkowie ekipy „BRS”. 

W nocy, z farbami w ręku uderzyli na ścianę komendy Policji w Górze, wykonując throw up – „Fuck The Police”. Nazajutrz okazał się on mało widoczny, gdyż ściana „wpiła” farbę. „Paw” zniesmaczony takim stanem rzeczy, nie wytrzymał i sprejem zaczął w biały dzień poprawiać throw up. Zaraz po tym rozpoczęto pościg za writerami, którzy nie zdołali uciec stróżom sprawiedliwości. Zostali odwiezieni policyjną „nyską” na komisariat. Wszyscy byli wówczas nieletni i po odbiór młodych writerów musieli zgłosić się rodzice. Jeden z przyłapanych wspomina:
„Jak nas przywieźli pod komisariat to grupa osób zainteresowanych zdarzeniem biła nam brawo, jak nas wyciągali z samochodu. Rodzice byli mocno zbulwersowani naszymi wybrykami.”
Większość osób, które malowały graffiti nigdy nie przepadała za policją. W tym celu, niektórzy przeprowadzali podobne akcje jak grupa „BRS”. Już „Amok” na ścianie budynku komisariatu chciał zrobić wrzuta, lecz został zauważony przez policjanta i musiał stamtąd uciekać. Furię w środowisku górowskich policjantów wywołał wulgarny napis: „K**Y” namalowanym na samochodzie policyjnym. Jeden z górowskich writerów wspomina:
„Z tyłu na Transicie ktoś namalował napis K**Y, a później górowscy policjanci jeździli cały dzień z tym napisem po mieście. Łach był niesamowity.”
Ul. Dworcowa. 2004 rok
Nasilające się zjawisko powodowało że górowscy policjanci prowadzili różne działania likwidujące zjawisko graffiti w mieście. Dla writerów poprzeczka podniosła się gdy coraz częściej wieczorami kontrolowano młodych ludzi. Przeprowadzano rewizje wszystkich, którzy w nocy wyglądali na osoby, które chcą coś przeskrobać. Nie zniechęciło to lokalnych writerów i działali w dalszym ciągu. 

Jedną z bardziej „hardcorowych” akcji wykonał „Imho”, który o godzinie 15, w biały dzień na głównym skrzyżowaniu ulic, na kamienicy zaczął malować srebrnego wrzuta „VS”. Praca została niedokończona, ze względu na to, że musiał on uciekać na widok zbliżającego się policjanta.

Góra 2011 r.
W 2001/2002 roku w mieście pojawiły się pierwsze „skrecze” na szybach (litery wyskrobane na szybach kamieniem). W przeciągu roku pojawiło się ich kilkadziesiąt. Ofiarą tego procederu padły nawet szyby na licznikach paliwowych, które znajdowały się na byłej stacji paliwowej „Mleczarni Demi” przy ulicy Podwale. Żarty skończyły się, gdy posypały się nazwiska osób mogących brać w tym udział. Problemy z policją miało wiele osób, które musiały zrezygnować z dalszej działalności ze względu na grożące im poważne konsekwencje prawne i finansowe. Czołowi górowscy writerzy musieli porzucić swoje hobby. „Mak” wspomina: 
„Góra to miasto konfidenckie. O wsypę tu bardzo łatwo. Policja wiedziała wszystko. Miałem zawiasy i wiedziałem, że już czekają na mnie policjanci, aż coś przeskrobię. Z tego względu musiałem zrezygnować z malowania”.
Po tych zdarzeniach w Górze działało już tylko kilka osób. „Imho” jesienią w 2002 roku wykonał najprawdopodobniej „TA” na daszku w pobliżu miejskiego targowiska.
Malowanie wrzuta „ROSEIM” na ścianie położonej przy trasie Stara Góra – Ryczeń. 
W mieście malował tylko „Reim” oraz ekipa „ZSK’a”, która zajmowała się później tylko tagowaniem miasta. Trwało to mniej więcej do końca 2004 roku. W 2005 roku oprócz tagów najprawdopodobniej nikt nie wykonał żadnego graffiti w Górze. Wielu osobom znudziło się graffiti, cześć osób z tego „wyrosła”. Modne stało się zażywanie narkotyków. Młodzi ludzie woleli spędzać czas przed komputerami, niż wieczorami biegać po mieście z farbami. Pod koniec 2006 na ścianie Zespołu Szkół Zawodowych pojawiła się praca „Reima” – „Zoro” . Powstały też inne prace. Wspominał Konrad: 
„Na szkole powstało srebro Zoro. Pamiętam że obok wrzuta był napis: Do pracy rodacy, do ręki farby!. Jakoś mnie tak ujął ten tekst i dzięki temu potem powstały nasze wrzuty. Czuliśmy się wtedy jakbyśmy mieli robić murala wysokiego na 3 metry w miejscu uczęszczanym często i gęsto przez ludzi. Ubraliśmy się w bluzy z kapturami, rękawiczki. Mieliśmy maski na twarze i działaliśmy”.
Od tamtej pory w mieście powstało niewiele prac. W lutym 2010 roku na bocznicy kolejowej PKP w Górze został pomalowany pierwszy srebrny „wholecar” i nagrany z tej okazji rapowy utwór – „akcja wholecar”. W późniejszym czasie powstało kilka „paneli” wykonanych na wagonach towarowych przez writerów z grupy „WCS”. W mieście różni ludzie dokonywali różnych prób malowania, lecz bez żadnego specjalnego efektu. 

Pierwszy pomalowany srebrny wholecar,PKP w Górze. 2009 r.
W mieście i w niektórych okolicznych wioskach powstawały napisy gloryfikujące piłkarski zespół Zagłębie Lubin. Z dużą intensywnością powstają także zwykłe napisy antypolicyjne JP (J*** Policje), CHWDP (C** w D*** Policji). Często zdarza się, że autorami tych podpisów są dzieci.

Obecnie w Górze działa kilkuosobowa grupa „WCS” (We Can’t Stop), założona w 2011 roku. Członkowie tej ekipy malują także poza Górą. Malowaniem graffiti zajmuje się „Femme” to writerka z Leszna, lecz kiedyś mieszkała w Górze. Na swoim koncie ma kilka produkcji namalowanych w swoim rodzinnym mieście. W Górze sporadycznie maluje jedna młoda dziewczyna, podpisująca się jako „en” lub „Nate”. Do malowania graffiti czasem powracają byli writerzy. W 2012 roku powstał dwuosobowy skład „ROSEIM”.

Graffiti także można było spotkać w wioskach w okolicy Góry takich jak: Sławęcice, Osetno, Niechlów, Kietlów, Chróścina i innych miejscowościach. Ofiarą graffiti padały najczęściej przystanki autobusowe. Pierwszą wiejską grupą ludzi, która „coś” malowała, była ekipa „2NK” z Naratowa. W jej skład wchodzili byli szkolni koledzy „Amoka”. Byli nimi „Emel” i „Ram”. Członkowie „2NK” brali udział w malowaniu np. „srebra”„SN3” na ul. Korczaka i w tagowaniu miasta. Niegdyś na budynku Zespołu Szkół można było dostrzec ich niedokończonego wrzuta – „2NK”. Oprócz tego byli ponoć autorami graffiti, które wykonali na szkole podstawowej w Naratowie.

Z każdym rokiem w Górze ubywa graffiti, ze względu na coraz częstsze remontowanie budynków. Nowe wrzuty na ścianach pojawiają się sporadycznie. „Moda” na malowanie zapewne raczej znów się nie powtórzy.

PKP  w Górze.2011 r.
Przez te wszystkie lata w Górze, w ruch graffiti było zaangażowanych kilkadziesiąt osób, które wykonały kilkaset wrzutów i tysiące tagów. Jedni niszczyli, tylko nieliczni zgłębiali kulturę graffiti. Dla większości, malowanie było krótkim epizodem w życiu, które dostarczało ogromnej ilości niezapomnianych emocji. Po latach część osób wyznaje, iż wstydzi się popełnionego wandalizmu. 

Tekst pochodzi z Kwartalnika Górowskiego, nr 37.  

Brak komentarzy: