wtorek, 25 stycznia 2011

Let's talk bout' Jazz... - John Betsch


John Betsch urodził się w Jacksonville na Florydzie w 1945 roku, a obecnie mieszka w Paryżu. Jego matka była pianistką i organistą w kościele Babtystów, a jego starsza siostra śpiewaczką (sopran dramatyczny). John zaczął grać na perkusji w wieku dziewięciu lat, zawodowo w wieku 18 lat podczas studiów na Fisk University w Nashville, Tennessee. Kontynuował studia w Berklee School of Music i na UMass Amherst. Tam w ramach współpracy poznał i pobierał lekcję od takich legend jak Max Roach, czy Archie Shepp, który w tym czasie był wykładowcą na UMass. Warto wspomnieć, że John brał udział w State Prison Education Programs, tak bardzo potrzebnych na przełomie lat 60. i 70., XX wieku.

Po przeprowadzce do Nowego Jorku w 75 roku, grywał na perkusji m.in. w Ted Daniel Big Band, oraz z Jeanne Lee, Abbey Lincoln czy Dewey Redman. John intensywnie koncertował nie tylko w USA... Ale i w Kanadzie, różnych częściach Europy i Afryki również. Zwłaszcza: Max Roach ('74), Kalaparush Maurice McIntyre ('76), Abdullah Ibrahim & Dewey Redman ('79) czy wraz ze Stev'em Lacy (przez wiele lat aż do jego śmierci).

Dyskografia John'a Betsch zawiera ponad 30 nagrań m.in. z: Billy Bang, John Betsch Society, Dollar Brand (Abdullah Ibrahim), Marilyn Crispell, Steve Lacy, Kalaparush Maurice McIntyre, Jim Pepper, Archie Shepp, Henry Threadgill, Mal Waldron, i inni, a na etykietach jego płyt widnieją znaki wytwórni tj.: Chiaroscuro, Enja, RCA Novus, Sackville, Soul Note, Strata East czy Verve.


Osobiście miałem okazję posłuchać na żywo umiejętności gry na perkusji tego znakomitego muzyka... Z początku nie miałem pojęcia z kim mam do czynienia, wybierając się na koncert z cyklu Jazz w Artusie, w toruńskim Dworze Artusa gdzie wystąpili Piotr Wojtasik Quartet. Dziś jestem mądrzejszy o pewne fakty i doświadczenia. Można powiedzieć, że wtedy otarłem się o kogoś, kto przez wiele lat miał do czynienia z legendami gatunku... Max Roach, dało się odczuć tę magię... Czy warto? Zawsze!

A touch of jazz...
Peace!

Brak komentarzy: