środa, 26 lipca 2017

Rap Day, Warszawa, RUN DMC 05.04.1997




Przez wielu zgodnie uznawane za najważniejsze wydarzenie hip hopowe lat '90-tych. Festiwal który nie tylko zaprezentował gwiazdę i legendę muzyki rap RUN DMC, ale też pierwsze rapowe ekipy z Warszawy, Łodzi i innych miast.

Dzisiaj podobne wydarzenia zrzeszają równie wielką ilość fanów, jednak głód muzyki oraz chęć poznania ludzi o podobnych do siebie zainteresowaniach, jest nieporównywalnie mniejszy. Rok 1997 to okres formowania się pierwszych ekip, z których część zawiązała się już podczas Rap Day w warszawskim Colosseum.

Piąty kwietnia roku 1997 był dla fanów rapu wydarzeniem nie małej skali. Wszak chłopaki z Queens nie byli pierwszymi amerykańskimi raperami z USA (kilka lat wcześniej odwiedził nas Ice T, Beastie Boys czy undergroundowa ekipa z Filadelfii 100x Posse), jednak znaczenie i oddźwięk, jaki pozostawił po sobie jest niebagatelny.


Bboys Solo (drugi z prawej) z P'AM.


Już od wczesnych godzin popołudniowych okolica Colosseum zgromadziła pierwszych uczestników. B-boys, tancerze lockingu oraz writerzy, którzy kolorem ubogacili mury wokół klubu.

"(...) mogli pochwalić się swoim graffiti na murze wokół dyskoteki, zaprezentować kompozycje muzyki mechanicznej i układy taneczne." - tak to opisał jeden z dziennikarzy. Ciekawe co miał na myśli pisząc o muzyce technicznej, czyżby beat box?

Dziennikarze różnie przedstawiali relację, w większości jednak przeważa ironia a nawet lekka pogarda dla nowego nurtu. Któż z nich mógł przypuszczać, że po kilku latach rap trafi do telewizji a b-boys i b-girl zaczną udzielać pierwszych poważniejszych lekcji tańca w ośrodkach MDK-u. "Rap to amerykańska muzyka a hip hop to jej polski odpowiednik" kilka lat temu usłyszałem to zdanie z ust wykładowcy specjalizującego się w muzyce. Dziennikarze przez wiele lat nie dostrzegali fenomenu hip hopu lub spłycali jego esencje do rozrób i nałogów, paradoksalnie winszując tego typu zachowania rock'n'rollowcom.



Organizacją Rap Day zajął się Ś.P. Tadeusz Paradowicz, realizator dźwięku związany z kinematografią i teatrem. Duża impreza równa się duże problemy logistyczne. Z powodów finansowych na scenie nie pojawił się związany ze szczecińskim środowiskiem bboys, pochodzący z Niemiec DJ Poetic Rock. Kilka polskich ekip miało również spore problemy z finalizacją kontraktu.

Sobotni wieczór piątego kwietnia, sala warszawskiego klubu wypełnia się powoli, by w szczytowym momencie pomieścić pięć tysięcy osób. Muzyczny plan imprezy zapowiadał się następująco: występy wyłonionych na bazie konkursu zespołów, koncerty ugruntowanych rapowych rodzimych ekip (Kaliber 44, WYP-3, Bolec), pokazy taneczne (nie bitwy!) Scrap Beat oraz Heart Attack Squad (Decó, Śliwa, Ś.P. Derbot, Trace), To Hard To Broken (Piotr Cymbaluk, Korek aka Pastor, Domel, Ś.P. Łuki), Broken Steps, Sonic Squad. Z Broken Steps przyjechali ich ziomale z pierwszej szczecińskiej ekipy writerów United Clan (Xman, Djmb/bboy, train/, Dugi/bboy, train/, Halon, Ramon i Sixa znanego później jako Ten/Manson) oraz Broken Glass z Kielc.

Impreza miała charakter komercyjny, występy bboyowe były jedynie dodatkiem, elementem tworzącym hip hopowy klimat, który nie był zbytnio odczuwalny. To czasy przełomowe, dzikie i czystej zajawki na hip hop. Każdy chciał pokazać swoje umiejętności, trzymał ze swoimi. Eldoka wspomina podobnie, każdy patrzył spod byka na inne ekipy, jakby na potencjalne zagrożenie. Sytuacja zmieniła się z biegiem czasu, w miarę popularności rapu. Scena taneczna jednak od zawsze odróżniała się brakiem podobnych scesji. Bboys i Bgirls znali się z turniejów, mimo różnic i odległości między nimi, tworzyli jedną rodzinę. Trzymali sztamę.


"Podczas prób przed imprezą wyszedł nascenę jakiś Murzyn, wszyscy bboys myśleli, że to ktoś z RunDMC i robili sobie znim foty. My się śmialiśmy, bo kumaliśmy, że kompletnie nie podobny do nikogo.Okazało się, że to ich ochrona wyszła sprawdzić co jest, a ludzie jarali się,że mają zdjęcie z RUN DMC." - Decó

Decó z legendarnej grupy Stylowa Spółka Społem znajdował się pod samą sceną, by po raz pierwszy w życiu być jak najbliżej króli rapu (King of Rap) i dotknąć buta Runa. W przyszłości będzie rozmawiać z niejedną legendą muzyki włącznie z Jamesem Brownem, jednak ten moment gdy stojąc pod sceną z uniesionymi do góry rękoma i z powodu napływającego tłumu, będzie musiał trwać w takiej pozycji przez dłuższy czas, zapamięta na lata.

Solo, szczeciński bboy związany z grupą Scrap Beat, opuszczał mury swojego skromnego mieszkania, był łasy na każdy wyjazd. Dla młodego chłopaka z niezbyt zamożnej rodziny, który otrzymał zaproszenie na występ podczas tak prestiżowego wydarzenia, był czymś szczególnym. Oficjalny pokaz tańca na imprezie, na której główną gwiazdą miała być grupa, której nagrania dotychczas trafiały do niego przez znajomych w postaci przegrywanych kaset i VHS'ów. 

Już po występach konkursowych zespołów przyszedł czas na koncerty głównych polskich składów. WYP3, K44 oraz Bolec, które odbywały się na zasadzie wymiany : koncert - pokaz bboys. Wraz z Broken Glass na parkiecie pojawił się Zajka z WYP3, którego był to prawdopodobnie ostatni taneczny występ. Podkład muzyczny był przygotowywany przez każdą ekipę i puszczany przez Dat'a. Volt'a i Feel-X'a oraz DJ Krime - koncertowy dejot Bolca.

  




DJ Poetic Rock, tak wspomina ten dzień:
I remember Rap Days in Warsaw. I think it was the first RUN DMC Performance ever in Poland.I got offered to be the Support DJ / Opening act for Run DMC months before. At the end, it didn’t happen because we couldn’t find a financial agreement. I went to Warsaw with some friends on my own, to meet some people and to check out the concert. When I arrived to the concert hall, I saw many graffitis outside. A long wall was painted with tags, throw ups and pieces.When I entered the concert hall, I got offered again to warm up the stage. But I didn’t like to. From the now perspective, a mistake, but in that particular time, I started to make a living of my music, and it was impossible for me, to play somewhere without any payment. Thats why, I decided not to open for the group.The concert was almost sold out and RUN DMC did a very solid and nice performance. I saw RUN DMC before in 1991, in my hometown. I knew their performance will rock.We had a nice evening that day. I met a few people I knew from the Hip-Hop Jams before. I remember, I did some photos with RUN DMC and Scrap Beat. But I lost the photos. I met Jam Master Jay that evening. A very humble and friendly guy. He inspired me much.
Poniżej zapis krótkiego, aczkolwiek treściwego wywiadu z Robertem D.


DzS: Jak odbył się Twój występ i ile trwał? 


Słyszałem, że występy amatorskie odbywały się na między występami K44, WYP3 i Bolca.Występy amatorskie rozpoczęły całą imprezę. Oczywiście jak to w życiu bywa, rozpoczynali zwycięzcy konkursu, którzy powinni się cieszyć, że w ogóle grają, potem poszły zespoły z owych układów i ustaleń. Na sam start wytypowano duet owych lasek. Pamiętam, że się bidne bardzo tremowały. Po nich wszedłem na scenę ja.Wcześniej na szybko ustaliłem jeszcze z dj-em, jednego z warszawskich składów, żeby mi robił scratch'e, ponieważ nie miałem swojego dj-a. Gdy wszedłem na scenę, uderzył mnie prosto w oczy, snop reflektorów. W zasadzie nie widziałem publiczności. Czułem się jakbym rapował w pustą przestrzeń, żadna przyjemność. Odegrałem na pewno dwa utwory, a może trzy. Nawet mi poklaskali, nie wygwizdali. Po amatorach dopiero zagrały K44, WYP3 i Bolec..
Cała impreza składała się z trzech części programowych. W pierwszej, był blok wykonawców amatorskich. W drugiej grały ówczesne gwiazdy polskiego rapu, a w trzeciej już samo Run DMC. Gwiazdy polskie z tego co pamiętam, to; Bolec, Kaliber 44, Wzgórze Ya Pa 3 i chyba Edytoriał. Te zespoły były najpewniej już zakontraktowane odgórnie przez swoich wydawców. Z koleji, w bloku amatorów, było ok. 10-ciu wykonawców, między innymi; Thinkadelic, Mistic Molesta (póżniej Molesta Ewenement), Trzy Ha, 2CW. Z tego co wywnioskowałem wówczas, to tylko duet owych dziewczyn i ja, zostaliśmy wybrani w ramach ogólnopolskiego konkursu, jako wykonawcy spoza Warszawy, pozostali wykonawcy pojawili się tam chyba za sprawą jakiś wcześniejszych ustaleń czy układów z organizatorami. Zakładając, że poza mną, duetem tych lasek, Thinkadelic oraz pewnym Polakiem z Niemiec (P'AM), cała reszta tego bloku była z Warszawy, można przypuszczać iż pojawilisię oni tam właśnie za sprawą wspomnianych ustaleń. Zważywszy, że ich poziom wykonawczy był miejscami mizerny, ale o tym poniżej.



DzS: Pamiętasz jak wyglądał konkurs, który miał wyłonić najlepszegrupy?



O konkursie dowiedziałem się na ok. 2 miesiące przed imprezą z programu muzycznego, który był emitowany chyba w Polsacie, ale jak się nazywał ów program, kompletnie nie pamiętam. Usłyszałem w nim, że można wysyłać kasety demo z nagraniami rapowymi, a wyłoniony drogą konkursy amatorski wykonawca, zagra podczas koncertu Rap Day, przed samym Run DMC. Pamiętam, że kasety miały być wysłane chyba na adres Rozgłośni Harcerskiej, i to tam dokonano wyboru wykonawców. Wybrano dwóch; duet dziewczyn (nazwy nie pamiętam) oraz mnie. Przypominam sobie jeszcze, że o zwycięstwie w tym konkursie dowiedziałem się od mojego przyjaciela, którego stacjonarny numer podałem do kontaktu, gdyż w moim mieszkaniu był jakiś chwilowy problem z telefonem.


DzS: Czyli był to program Druha Sławka.



Być może, a najpewniej tak.. A program Polsatu, w którym się dowiedziałem o konkursie, nosił nazwę Halo!Gra!My.


DzS: Myślałem, że wszyscy poza Kalibrem, WYP3 oraz Bolcem zostali wyłonieni w trakcie konkursu.


Jakiś tam backstage, jak przez mgłę pamiętam. Niemniej, służył on raczej jako szatnia, wszyscy wykonawcy i tak byli na sali i pochłaniali co się dzieje na scenie, a samo Run DMC przybyło chyba tuż przed swoim występem. W ogóle na sali kręciło się mnóstwo ludzi zainteresowanych hip-hopem, to był chyba jeden z pierwszych festiwali tego gatunku w Warszawie, no i w Polsce, na tak dużą skalę. Widziałem tam nawet Michała Urbaniaka. Wielu młodych kolesi, jak np. Eldo, którzy zakładali potem swoje zespoły, mieli chyba pierwszy kontakt na żywo z tą muzyką, właśnie podczas tego festiwalu. Jak wspominam sam pobyt na Rap Day? Hmm.. Przybyłem do Warszawy, do Colosseum, dzień wcześniej, ponieważ dzień wcześniej, miały się odbywać próby zespołów, o czym - czy przez niedomówienie organizatorów, czy też, przez moje roztargnienie - dowiedziałem się na drugi dzień. W pierwszym dniu, podałem im moje dane identyfikacyjne, wziąłem wszelkie glejty i się zawinąłem. Nazajutrz dopiero, dowiedziałem się, że całe Colosseum szukało Roberta D. Ową próbę i tak odbyłem już w dniu koncertu. Sam festiwal, był dla mnie zderzeniem niezbyt miłym z nowo powstającą Polską sceną hip-hopową. Gwiazdy typu Bolec, Kaliber 44 czy Wzgórze Ya Pa 3, oczywiście już znałem, i mniej lub bardziej je akceptowałem. W końcu byli to ludzie, którzy, tak jak ja, już od końca lat 80-tych, lub przynajmniej od początku 90-tych, siedzieli w tej muzyce i ją zgłębiali. Jednak gdy zobaczyłem owe amatorskie zespoły z Warszawy, to doświadczyłem pewnego zawodu. Większość z nich, miała aparycję młodych żulków spod klatek, sprawiających wrażenie, jakby o rapie dowiedzieli się, co najwyżej, na kilka miesięcy przed owym festiwalem. Ich poziom wokalny był wówczas dla mnie żenujący. Taki sposób rapowania uprawiałem na przełomie 89/90 roku, kiedy po raz pierwszy brałem do ręki mikrofon. Do tego, zetknąłem się u nich, także po raz pierwszy, z tą dziwną manierą wokalną, która później stała się warszawską normą, czyli obniżania wokalu i swoistego straszenia nim słuchacza. To miało chyba stwarzać respekt u odbiorcy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Jednym słowem ja, który eksperymentowałem już wówczas z jazz'em, oraz bardziej zaawansowanym sposobem rapowania (co prawda z różnym skutkiem), byłem zawiedziony tym, co zobaczyłem. Jedyną osobą, która była wówczas wśród tej Warszawki kumata, to był Dj-Volt, on robił w zasadzie wszystkie bity tym koleżkom. Pamiętam, że jego podkłady mi się podobały, no ale to był koleś, który siedział w hop-hopie jeszcze w PRL-u, więc miał pewien poziom i nie był na tym festiwalu z przypadku, później miałem go nawet przyjemność poznać osobiście. Warto również dodać, że to tam zetknąłem się też, po raz pierwszy, ze swego rodzaju ekskluzywizmem warszawskiej sceny hip-hopowej. Gdy zaczął grać Thinkadelic z Łodzi (także w bloku amatorów), z sali pojawiły się gwizdy. Ci kolesie, robili naprawdę niezły i zaangażowany muzycznie rap. To był zespół, chyba na najlepszym poziomie z ówczesnych polskich składów rapowych.

Wielkie Dzięki! dla Roberta D, BBoy Solo, Decó, DJ Poetic Rock, DJ  Krime za pomoc.

Brak komentarzy: